GrzegorzGortat


NOWA POWIEŚĆ

Pokój bez widoku (A Room without a View), MEDIA RODZINA 2021

Powieść Pokój bez widoku ukaże się w połowie kwietnia. Książka miała mieć swą premierę w ubiegłym roku; plany, jak łatwo się domyślić, pokrzyżowała pandemia.


Pokrótce przypomnę dość pokrętne losy Pokoju bez widoku. Powieść zacząłem pisać osiem, dziewięć lat temu. Komputerowy chochlik sprawił, że tekst w ówczesnym kształcie (ok. 50 stron) przepadł. Byłem pewny, że na zawsze, i zdecydowałem się projekt zarzucić. Po latach okazało się, że część pliku można przywrócić. Zachowały się też odręczne notatki. W tej sytuacji uznałem, że warto temat kontynuować. Może największą pokusą była chęć wprowadzenia postaci, której nie sposób polubić?


John M. Godart, profesor uniwersytetów Princeton, Berkeley i Columbia, laureat nagrody literackiej Pulitzera, przyjaciel Saula Bellowa, wymieniany w gronie pewniaków do literackiego Nobla, to postać fikcyjna. A że uważny czytelnik dopatrzy się podobieństwa do postaci autentycznych? Cóż, będzie to tylko dowodziło pewnej powtarzalności ludzkich losów.

Pan Rasmussen (Rasmussen),
Harper Collins Polska 2020

Jak zaklasyfikować powieść Pan Rasmussen? To poniekąd kryminał, jest przecież zbrodnia, ofiara i policyjne śledztwo. Lecz przede wszystkim to powieść o miłości, przemijaniu, zawiedzionych nadziejach, iluzji postępu i odchodzeniu świata, jaki znamy. O nieuchronności społeczno-ekonomicznych procesów, których nie jesteśmy w stanie powstrzymać. Jest to wreszcie podróż przez różne epoki i kultury, profesor Rasmussen bowiem to światowej klasy antropolog i patrzy na świat nie tylko przez pryzmat własnych doświadczeń.





„Jeśli bowiem krzywda nie została naprawiona, będą one szukać zadośćuczynienia”.


Kim jest profesor Rasmussen? To emerytowany antropolog, w latach zawodowej aktywności badający kultury tzw. ludów prymitywnych, któremu z dnia na dzień przyjdzie się zmierzyć z bezwzględnością tzw. cywilizowanego świata. Rasmussen, podobnie jak Kafkowski bohater, długo będzie wystawał przed Bramą do Prawa i do niej kołatał. Czy doczeka się sprawiedliwości?


Morze. Odpływ (The Sea. The Tide),
Media Rodzina 2020

Powieść dla młodszego czytelnika, już na księgarskich półkach. Półkach w większości wirtualnych, ale w czasach pandemii to i wymóg, i do pewnego stopnia wygoda. Zapraszam do odwiedzenia strony internetowej wydawcy: www.mediarodzina.pl.


Książki klasyfikujemy wiekowo z różnych powodów – choćby po to, by je ustawić na „właściwej” bibliotecznej półce. Gwoli ścisłości dodam więc, że równoprawnymi adresatami tej powieści są również czytelnicy dorośli, rodziców nie wyłączając.

Bo o czym jest ta książka?

„O kilku sekundach, które raz na zawsze odmieniają życie.

O wyrzutach sumienia, które nie pozwalają wymazać z pamięci własnego tchórzostwa.

O wstydliwej przeszłości, z którą prędzej czy później musimy się zmierzyć”.

Tyle tekst na okładce. By dowiedzieć się więcej, trzeba po książkę sięgnąć. Gorąco do tego zachęcam.

Moje cudowne dzieciństwo w Aleppo (My Wonderful Childhood in Aleppo),
BAJKA 2017, il. Marianna Sztyma

Jesteśmy z Jasminą w Aleppo, gdzie bezpiecznie bywa tylko… w bajce. I jak Jasmina poznajemy sytuacje i słowa, których żadne dziecko nigdy nie powinno poznać. Dzięki tej książce i my je poznamy, i staniemy się silniejsi. Bo jak mówi pan Safik, uczący potajemnie Jasminę matematyki, dopóki górujemy nad wrogami naszą wiedzą, nigdy nas nie pokonają. Dlatego trzeba jak najwięcej wiedzieć – i pamiętać o zwyczajnych ludziach, o Jasminie, Nabilu i Tariku, o ich rodzicach i przyjaciołach z Syrii. Historie takie jak ta nigdy nie powinny się zdarzyć – a jednak się zdarzają, tu i teraz, tuż obok nas. Tym bardziej ważne, byśmy przeczytali i zapamiętali książkę przejmującą nie mniej niż jej tytuł: „Moje cudowne dzieciństwo w Aleppo”.


Książka została nagrodzona FENIKSEM SPECJALNYM 2018, przyznanym przez Stowarzyszenie Wydawców Katolickich




My Wonderful Childhood in Aleppo

in the Book Institute catalog.





Mur (The Wall), JanKa 2017

Mur to podsunięta czytelnikowi sposobność przyjrzenia się z dystansu pewnym mechanizmom, przestroga przed ich uruchamianiem. Chciałem też zwrócić uwagę na pewną umowność ról, jakie życie na nas nakłada. Mieszkający w obrębie Muru to trybiki, numery bez imienia i nazwiska, w sposób efektywny i niezawodny potrafiące tę machinę wprawiać w ruch, ale jednocześnie, jeśli zajdzie taka potrzeba, zdolne wchodzić w rolę innych, co często wiąże się z wywyższeniem w hierarchii. Czy jednak to faktyczne dowartościowanie bohaterów? Przesuwani po polach szachownicy, wciąż są tylko bezwolnymi pionkami, trybikami, które machina w każdej chwili może zmiażdżyć.


FRAGMENT POWIEŚCI

Na stronie Wyd. JanKa znajduje się wywiad, jaki przeprowadziła ze mną pani Janina Koźbiel



FACEBOOK CZY BOOK? WYBIERAM „BOOK”

Kiedy przed ośmioma laty dołączałem do grona użytkowników Facebooka, towarzyszyła mi nadzieja, że nowa platforma stanowić będzie forum do wymiany poglądów i doświadczeń, zarazem zapewniając sposobność do budowania pozytywnych relacji między fejsbukowiczami. Medium społecznościowe wydawało się stosownym narzędziem, by w świecie „samotnych wysp” zmniejszać odległości i niwelować niepotrzebne różnice.


Jednocześnie Facebook postrzegałem jako swego rodzaju bibliotekę, nieustannie rosnący zbiór obrazów, opinii i artefaktów, gdzie każdy może coś od siebie zaoferować oraz śledzić poczynania innych. Otwartość na poglądy, które niekoniecznie podzielamy, ciekawość świata rozumiana jako podążanie wieloma ścieżkami – to od wieków oczywista droga do poszerzania jednostkowej i kolektywnej wiedzy oraz narzędzie do budowania autentycznej, nie tylko deklarowanej, tolerancji.


Co wiem po ośmiu latach? Facebook stał się terenem walki międzyplemiennej – i nie mam na myśli wyłącznie polskich realiów. Pod sztandarami równości i tolerancji głosimy „jedynie słuszne poglądy”, z zaciekłością konkwistadorów zwalczając inne postawy. „Debata” stała się tylko pustym słowem, skoro z góry zakładamy, jakie argumenty należy uznać, a jakie zasługują na potępienie. Werbalna pałka zastąpiła sztukę dyskutowania, wulgaryzmy stały się narzędziem do akcentowania swych racji. Dziękuję, beze mnie.


Zamknięci we własnych bańkach, a przecież przekonani o własnej wrażliwości na wieloraki obraz świata, rozsyłamy treści na odległość śmierdzące oszustwem, klikamy oczywiste fejki i podpisujemy się pod setkami apeli, nie próbując nawet wczytać się w ich treść. Ważne jest tylko, by oponentowi dołożyć, a „swoim” przypisać chwałę. Najwyraźniej zapominamy, że kiedy innych obrzucamy błotem, brud przywiera również do nas. Z wojny, w której osiem ***** *** ma zastąpić argumenty, nikt nie wyjdzie czysty.


Gdzie podziali się śmiałkowie, gotowi wystawiać na szwank WŁASNY prestiż dla obrony WŁASNYCH poglądów, narażający WŁASNY autorytet dla sprawy, w którą bezgranicznie wierzą? Tak pojmowany indywidualizm jest na wymarciu. Królują kolektywizm, plemienna lojalność, opacznie rozumiana wspólnota interesów, asekuranctwo, anonimowość, bezpieczna bylejakość, chowanie się za plecami innych.


Dlatego na pytanie „Facebook czy book” odpowiadam: „book”. I nie mówię tak jedynie z pozycji pisarza.

„Literaturą jestem”. Franz Kafka

W 1907 roku w jednym z lutowych numerów berlińskiego tygodnika literackiego „Die Gegenwart” ukazało się omówienie sztuki Franza Bleiego, popularnego wówczas pisarza, dramaturga i wydawcy. Tekst kończy się następująco: „Dowodem wysokiego poziomu, jaki osiągnęła dziś niemiecka literatura, jest fakt, że mamy kilku pisarzy zdolnych zaspokoić jej wysokie standardy, takich, którzy ozdabiają najbardziej różnorodne aspekty istnienia swoją sztuką i okrucieństwem. Heinrich Mann, Wedekind, Meyrink, Franz Kafka oraz kilku jeszcze wraz z autorem tej sztuki należą do tego namaszczonego towarzystwa”. Zaiste godne towarzystwo – Heinrich Mann już wtedy był uznanym autorem, Wedekind i Meyrink cieszyli się niemałą popularnością wśród czytelników z kręgu języka niemieckiego. Zaliczenie Kafki do grona ówczesnych tuzów literatury było dla 24-letniego Franza dużym wyróżnieniem. Rzecz w tym, że przyszły autor Zamku nie opublikował do owego dnia nawet jednej linijki, o czym Max Brod, autor tekstu w „Die Gegenwart”, doskonale wiedział... czytaj dalej


*** *** ***


"Nic już nie będzie tak jak dawniej"
Czy aby na pewno?

W świecie anglojęzycznym określenie travel light oznacza „podróżowanie z lekkim bagażem”. Zalety? Większa swoboda ruchu (czyż nie stawiamy na wolność?), łatwość przemieszczania się, uwolnienie od roli stróża własnego dobytku, możliwość skupienia uwagi na tym, co w przemierzaniu świata najcenniejsze: kontemplowanie widoków, poznawanie nowych miejsc, spotkania z ludźmi, zbieranie doświadczeń, wyciąganie wniosków, zdobywanie wiedzy.

A gdyby tak zasadę travel light uczynić stałą praktyką życia? Pozbyć się balastu niepotrzebnych dóbr, śmieciowych idei, zwodniczych miraży podsuwanych przez sezonowych celebrytów, pragnień podsycanych reklamami. Czy to projekt realny, czy jedynie życzeniowe myślenie zrodzone pod wpływem okoliczności? Zwłaszcza teraz warto zamiar porzucenia balastu przemyśleć na poważnie, a jeszcze lepiej zacząć realizować. Rzadko przecież się zdarza, by Historia dawała nam ku temu tak znamienną sposobność... czytaj dalej


*** *** ***


Cenzura. Co wolno, a czego nie wolno na YouTube?

Jest rok 2009, właśnie ukazuje się moja powieść Szczury i wilki. Książka jest adresowana do współczesnego młodego czytelnika i ma być przestrogą przed powtórzeniem się Auschwitz. Tuż przed premierą książki zamieszczam na YouTube krótki filmowy zwiastun. Niemal dokładnie dziesięć lat później YouTube usuwa angielską wersję filmiku, a na polską nakłada ograniczenie wiekowe. Coś jest nie tak – pisze Grzegorz GORTAT


Kiedy w 2008 roku wydawca poprosił mnie o napisanie powieści dla młodzieży, z miejsca się zgodziłem. Pomysł nosiłem w głowie od kilku lat, nie byłem jednak pewny, czy znajdę wydawcę gotowego podjąć ryzyko publikacji. Współczesna powieść o Auschwitz? Kierowana do młodego czytelnika? Czy to się sprzeda? Na szczęście wielu przyjaciół i współpracowników podeszło do propozycji z entuzjazmem. Podzielali moje przekonanie, że w czasach odradzania się nazizmu o koszmarze Auschwitz trzeba przypominać zwłaszcza współczesnemu pokoleniu. Nie przypadkiem Henryka-Heinricha uczyniłem jednym z bohaterów powieści... czytaj dalej

23 MARCA w radiowej JEDYNCE
odbyła się premiera słuchowiska mojego autorstwa.

Dwie śmierci Simona Mathiasa

Franciszek Kroll, bibliotekarz mieszkający samotnie w służbówce na poddaszu jednego z miejskich gimnazjów, jest "akuszerem książek" - w tajemnicy przed światem czyta odrzucone utwory zupełnie nieznanych sobie autorów, bo wierzy, że w ten sposób pozwala rękopisom "przyjść na świat". Tłumaczy: "Z rękopisami jest jak z ludźmi. Każdy ma prawo opowiedzieć swoją historię. (…) Muszą tak jak człowiek przejść cały cykl od narodzin po śmierć". Za sprawą jednego z rękopisów spotyka Wiktorię Ulrich i poznaje historię Simona Mathiasa.
To opowieść o przewrotności życia i zwodniczości literatury - o kłamstwach, w jakie gotowi jesteśmy uwierzyć, byle odsunąć od siebie niechcianą prawdę.

Reżyseria: Przemysław Wyszyński.

Obsada: Szymon Kuśmider, Grażyna Barszczewska, Piotr Bajtlik, Tomasz Marzecki, Zbigniew Dziduch, Anna Szymańczyk, Krzysztof Stelmaszyk

Nagranie jest dostępne na stronie Polskiego Radia

Seria wydawnicza Lepiej w to uwierz!



książka

Ewelina i Czarny Ptak

zostala wyróżniona w konkursie Polskiej Sekcji IBBY
KSIĄŻKA ROKU 2013