Nr 59       19 lutego 2021

autoRPortret

GrzegorzGortat  

(1957 - *), pisarz

* Uzupełnić post factum
grzegorzgortat@gmail.com
www.grzegorzgortat.pl

MOJE LEKTURY



Miałem wówczas dziewięć lat, jak większość dzieci wolny czas spędzałem głównie na podwórkowych zabawach. Ale lubiłem też czytać. Pewnego dnia mieszkający po sąsiedzku, dwa lata młodszy kolega, zaprosił mnie do siebie. Z tajemniczą miną otworzył tapczan. Skrzynia załadowana była książkami. Pochodziły z jakiejś właśnie likwidowanej biblioteki i trafiły tu na przechowanie do czasu, aż zostaną podjęte decyzje co do ich dalszego losu. Brałem każdą do ręki i oglądałem. Tytuły ani nazwiska autorów nic mi nie mówiły. Wybrałem trzy: Ondraszek, Nagi bruk i Bezrobotny Lucyfer. Przy dwóch pierwszych tytułach poległem – i wkrótce powierzyłem je na powrót tapczanowej przechowalni. Bezrobotny Lucyfer Aleksandra Wata został przeczytany od pierwszej do ostatniej strony. I do dzisiaj wchodzi w skład domowej biblioteki.


Dlaczego akurat ta książka? Co pociągało dziewięciolatka, że odłożył na bok trylogię o Winnetou, by przeczytać wszystkie siedem opowiadań, tak różnych tematycznie, jak smutne podsumowanie życia atlety Toma Billa czy niemal futurystyczny tekst o królach na wygnaniu? Nie wiem. Trudno mi dzisiaj, gdy czytam te opowiadania po raz enty jako człowiek dorosły, ocenić, co skłoniło trzecioklasistę do zapuszczania się bez przymusu na pod każdym względem obce lądy. Bo jak inaczej nazwać literacką fikcję, gdzie co rusz potykałem się o zdania mało zrozumiałe językowo i kontekstowo: „Niech drzemie zmęczona szkapa-Europa, która śni rozkoszny sen o pokoju”, albo: „Ręka barona Goulda spoczywała bezwładnie na poręczy fotela. Ręka krupiera, zgarniająca złoto z hazardowego stołu Europy”. A może, dziś tłumaczę sobie zapewne nieco naiwnie, na tym polega rola odkrywcy? Ulec impulsowi, dać się porwać przygodzie, bo to, co nowe, jest dużo ciekawsze niż podążanie utartymi ścieżkami?

CARAVAGGIO W WARSZAWIE


Pokazywane niedawno zdyscyplinowane kolejki chętnych do zwiedzania galerii i muzeów niosły podwójnie pozytywny przekaz: w mocno skomercjalizowanym świecie kultura jest wciąż dla wielu produktem pierwszej potrzeby; w trosce o siebie i innych, świadomi obywatele stosują się do obostrzeń sanitarnych (odstęp, maseczka).


Zapewne równie dużym zainteresowaniem cieszyć się będzie wystawca „Holandia w czasach Rembrandta”, na którą od czerwca zaprasza Zamek Królewski. W ramach przeglądu zostaną pokazane stanowiące własność Zamku dwa arcydzieła Rembrandta: „Dziewczyna w ramie obrazu” i „Uczony przy pulpicie” oraz najcenniejsze dzieła holenderskie ze zbiorów polskich (pędzla m.in. takich malarzy jak Adriaen van Ostade, Hendrick Terbrugghen, Jan Weenix). Z kolei od jesieni, również w Zamku Królewskim, można będzie oglądać wystawę „Caravaggio i inni”. Wśród pięćdziesięciu pokazywanych obrazów znajdzie się „Chłopiec ugryziony przez jaszczurkę” Caravaggia oraz dzieła Lorenzo Lotto i innych caravaggionistów.


Wypada mieć nadzieję, że nic nie pokrzyżuje tych ambitnych planów. Truizmem byłoby powtarzać, że wiele w tej mierze zależy od nas samych. Maseczka jako jedno ze skutecznych narzędzi do walki z koronawirusem? Oczywiście. A zarazem znak odpowiedzialności.


ZAPISKI MĘŻCZYZNY PO NIEWŁAŚCIWEJ STRONIE CZTERDZIESTKI


Pomnik jednorazowego użytku


Projektowanie, stawianie, odsłanianie i konserwacja pomników pochłaniają niebagatelne sumy, które znacząco uszczuplają budżet centralny oraz budżety lokalnych samorządów. Warto się zatem pokusić o bardziej racjonalną „pomnikową” politykę. Nie chodzi zresztą wyłącznie o pieniądze. Ujmując rzecz historycznie i politycznie, w dobie upadków systemów politycznych i autorytetów pomnik staje się coraz częściej produktem jednorazowego użytku. Dość wspomnieć los, jaki stał się udziałem spiżowego Dzierżyńskiego, kiedy to po dziesięcioleciach górowania nad placem Bankowym, wówczas noszącym wdzięczną nazwę plac Dzierżyńskiego, pewnego dnia zniknął z cokołu. Jako że nic nie wskazuje, by w wieku XXI autorytety miały się nagle stać wartością stałą, stosownym decydentom poddaję pod rozwagę kilka propozycji.


WIELOFUNKCYJNOŚĆ. Cóż stoi na przeszkodzie, by jeden standardowy model, na przykład „pomnik wieszcza”, obsługiwał kilka postaci? W zależności od potrzeb i koniunktury, bez wielkiego nakładu pracy, stosowny „wieszcz” mógłby reprezentować Mickiewicza, Słowackiego tudzież Norwida. Zwolennicy bardziej radykalnych poglądów literackich mieliby możliwość błyskawicznej przeróbki Mickiewicza na Gombrowicza. Modyfikacją takiego rozwiązania może stać się „pomnik obwoźny”.


MATERIAŁ. Biorąc pod uwagę krótkotrwałość pomnikowego żywota, należy dążyć do używania materiałów lekkich oraz umożliwiających szybką modyfikację. Preferowane składniki to gips i glina, w przypadku zaś obiektów mniej monumentalnych – plastelina, modelina i papier-mâché. W razie konieczności sięgnięcia po bardziej trwały materiał, radzę ograniczyć wybór do metalu. Po przetopieniu pomnik polityka może dalej służyć narodowi jako parkowa ławeczka czy zjeżdżalnia na placu zabaw.


LOKALIZACJA. Głównym czynnikiem przy wyborze miejsca winna być łatwość dojazdu. Dotyczy to zwłaszcza pomników z metalu, do których usunięcia potrzebny jest ciężki sprzęt oraz rozwinięta infrastruktura drogowa.



PS Propagatorom windowania pomników polityków na wysokie cokoły poddaję pod rozwagę, że wprawdzie tak uwieczniony delikwent uniknie podlewania przez psy, będzie jednak bardziej narażony na równie niewdzięczne towarzystwo gołębi.




Jak się zapisać do grupy odbiorców newslettera? Proszę wysłać „tak” na adres: grzegorzgortat@gmail.com.
Aby zrezygnować z prenumeraty, wystarczy wysłać „nie”. Na ten sam adres proszę kierować wszelkie pytania i uwagi.



Aby się zapisać
do grupy odbiorców newslettera proszę wysłać „tak” na adres: grzegorzgortat@gmail.com