Nr 22       29 maja 2020

autoRPortret

GrzegorzGortat  

(1957 - *), pisarz

* Uzupełnić post factum
grzegorzgortat@gmail.com
www.grzegorzgortat.pl

PIĄTKI Z PIĘTASZKIEM


Robinson i złota rybka

Mój poczciwy Robinson od rana wzdychał z takim zapałem, że jasnym mi się zdało, iż albo dopadła go nostalgia za ojczystą Anglią, albo cierpi na wzdęcia po zbyt późno zjedzonej kolacji.

„Czas na śniadanie” – przypomniałem łagodnie, chcąc zbadać, czy literalnie boli go żołądek, czy też metaforycznie dokucza mu serce.

Nie odpowiedział. Zwrócony twarzą ku morzu, wybiegał nieruchomym wzrokiem za horyzont. Powieka mu ani drgnęła, gdym powtórzył pytanie. Kiedy trąciłem go łokciem, skoczył jak człowiek wyrwany ze snu.

„Zmęczonyś, panie?” – zaryzykowałem.

„Głowa, Piętaszku! – westchnął, tą odpowiedzią zbijając mnie z tropu. – Głowę mam pełną marzeń”.

Nauczony doświadczeniem, że marzyciel i wariat to dla zdrowego jednako niebezpieczna kompania, jąłem dociekać, jakim marzeniom Robinson dał się nieopatrznie porwać:

„O czym to marzysz? Są marzenia, które z pomocą oddanych przyjaciół łatwo jest ziścić”.

„Nie rozumiesz. – Spojrzał na mnie z góry. – Marzenia twojego pana mogłaby urzeczywistnić jedynie złota rybka”.

Poczułem, że to mnie tym razem głowa zaczyna odmawiać posłuszeństwa.

„Wybacz, panie, ale jedną rybką, choćby i złotą, nawet porannego głodu nie zaspokoisz”.

„Durny Piętaszku, nie o żołądku mówię. Złota rybka jest jak klucz do świata, w którym wszystko, o czym pomyślisz, w tejże samej chwili staje się możliwe”.

W kilku zdaniach rzecz całą mi wyłuszczył, podkreślając przytomnie, że złota rybka spełnia nie więcej niż trzy życzenia, na spotkanie z nią zatem zasługuje tylko człowiek o trzeźwym umyśle, który marzycielskie zapędy potrafi okiełznać i najwłaściwsze dla siebie trzy życzenia wybierze. Kamień spadł mi z serca. Wiedziałem, że podobny stan umysłu mija równie szybko, jak uczucie żalu po niespełnionej miłości, kiedy nową miłość los nam ześle.

„Prędzej tu natrafisz na rekina niż na złotą rybkę – podjąłem – za to tęczowego węża przy odrobinie szczęścia możesz napotkać”

„Ki diabeł?” – powtórzył pozornie bez zainteresowania, ale uszu, widzę, ochoczo nadstawił.

„W Anglii wierzycie w złotą rybkę, my w tęczowego węża”.

Przytoczyłem mu kilka opowieści, w tym tę najbardziej znaną, w której wioskowy głupek Samarutin za sprawą tęczowego węża zyskał żonę i pięć cielnych krów oraz pozbył się teścia, tym samym przejmując wodzowski urząd i związane z tym dobrodziejstwa.

„Chcesz powiedzieć – Robinson się rozochocił – że tęczowy wąż spełniłby moje trzy życzenia?”

„Tak jak złota rybka spełnia życzenia u was w Anglii”.

Więcej tego dnia Robinsona nie widziałem. Zajęty pracą, nie zaprzątałam sobie tym głowy. Wszak nazajutrz w południe, wiedziony niepokojem, jąłem go wypatrywać. Znalazłem go sto kroków od chaty, w palmowym gaju na skraju parowu, na którego dnie węże zwykły urządzać sobie legowisko. Tęczowy wąż łypał na Robinsona hipnotyzująco, Robinson zaś rozłupywał mu orzech z mleczkiem kokosowym, który od wieków uchodzi za wężowy przysmak. Sterta łupin w pobliżu była widomym dowodem, że Robinson spełnił już więcej niż trzy wężowe życzenia.



NOWA KSIĄŻKA JUŻ W KSIĘGARNIACH


Morze. Odpływ już na księgarskich półkach. Półkach w większości wirtualnych, ale w czasach pandemii to i wymóg, i do pewnego stopnia wygoda. Zapraszam do odwiedzenia strony internetowej wydawcy: www.mediarodzina.pl.


Trudno streścić książkę w kilku zdaniach, ale wydawcy ta sztuka się udała: „Patryk spędza z rodzicami wakacje nad morzem. Byłyby to zapewne jeszcze jedne leniwe i spokojne wczasy, gdyby nie zdarzenie, które odmieni życie pogodnego nastolatka na zawsze. Fascynacja sztuką, plany na przyszłość – wszystko nagle przestaje mieć znaczenie.

Morze. Odpływ Grzegorza Gortata to poruszająca powieść dla młodzieży o pasji, sztuce, kapryśnym losie i zbuntowanym nastolatku poszukującym swojej nowej drogi.”


Spróbujmy jeszcze krócej opowiedzieć, o czym jest książka: „O kilku sekundach, które raz na zawsze odmieniają życie. O wyrzutach sumienia, które nie pozwalają wymazać z pamięci własnego tchórzostwa. O wstydliwej przeszłości, z którą prędzej czy później musimy się zmierzyć”.


Będę ogromnie ciekaw Państwa refleksji po lekturze powieści.


N IE CZYTAJĄ? CZYTAJĄ!


No to Piętaszek nawarzył mi piwa! Nie tyle Piętaszek, co ja sam, i nie piwa, ale mleka. Albowiem w ostatniej przypowieści o Piętaszku i Robinsonie kazałem autochtonowi wygłosić słowa, które zapisane przybrały taką postać: „[Robinson] uraczył mnie polewką ze zważonego mleka”. Nie wiem, z jaką miną Piętaszek przyjął owo „zważone” mleko, ale ja minę miałem nieco zwarzoną, kiedy kilka dni temu do mojej skrzynki e-mailowej trafił list od kolegi z ławy szkolnej: „Jako wierny czytelnik Twoich newsletterów oraz stary kumpel z liceum pozwolę sobie na korektę edytorską do ostatniej przypowieści, której - mam nadzieję - nie weźmiesz za przytyk: Robinson podał Piętaszkowi jednak «zwarzone» mleko, a nie «zważone». Wprawdzie teoretycznie mógł owo mleko zważyć, aby poznać jego ciężar, ale on raczej je popsuł podczas gotowania, czyli zwarzył”.

Koledze podziękowałem prywatnie, teraz jednak pozwolę sobie uczynić to publicznie: „Dziękuję, Pawle. Wykazałeś się nie tylko przytomnością umysłu, ale i talentem dyplomaty”. Przy tej okazji nie mogę nie dodać, że przywołane przez kolegę liceum to łódzkie XXVI Liceum Ogólnokształcące, w latach naszej szkolnej edukacji słusznie uważane za jedne z najlepszych. Uczono nas krytycznego myślenia i zachęcano do stawiania pytań. I do czytania.




Jak się zapisać do grupy odbiorców newslettera? Proszę wysłać „tak” na adres: grzegorzgortat@gmail.com.
Aby zrezygnować z prenumeraty, wystarczy wysłać „nie”. Na ten sam adres proszę kierować wszelkie pytania i uwagi.



Aby się zapisać
do grupy odbiorców newslettera proszę wysłać „tak” na adres: grzegorzgortat@gmail.com