Grzegorz Gortat            

Grzegorz Gortat
Robinson i melancholia

Mój poczciwy Robinson wynurzył się z głębi lasu i zmierzał ku mnie niespiesznym krokiem. Nie od razu go poznałem. Odział się w biały obrus, którym okrywamy stół tylko w porze wielkich świąt, na rozwichrzone włosy wcisnął wianek z żółto kwitnących chwastów.

Uznałem, że lepiej zrobię, nie zwracając na niego uwagi. Ze zdwojoną energią jąłem ciągnąć kozie wymiona, by zebrać mleko na poranny posiłek.

Kątem oka widzę, że doszedł do końca zagrody, zawrócił i uroczystym krokiem znowu maszeruje, mając tylko mnie i kozy za widzów. Przedefilował tak raz i drugi i widzę, że przestać nie zamierza. Nie wytrzymałem i, nie przerywając dojenia, przemówiłem łagodnie:

- W dziwnym cię widzę stanie.

Jakby tylko na to czekał. Przystanął, bokiem skierował się ku mnie, każąc mi podziwiać swój zarośnięty profil z kępą chwastów na głowie.

- A więc poznać to po mnie?

- Nie inaczej – przytaknąłem na wszelki wypadek.

- Bo widzę świat onirycznie, Piętaszku.

Nie słyszałem jeszcze o takiej chorobie, spytałem więc przezornie:

- Czy to aby nie zaraźliwe?

- Bez obawy, Piętaszku, ta przypadłość dotyka tylko filozofów i poetów.

- Boże anglikanów i papistów, miejcie mnie w swojej opiece!

- Oneiros, Piętaszku, oneiros na jawie miałem – obwieścił.

- Na pewno i na to jest ratunek – pocieszyłem.

- „Oneiros” po grecku właśnie sen znaczy.

- Nie możesz tego ludzkim językiem powiedzieć?

- W tym właśnie rzecz! We śnie owym doznałem objawienia, że ku wyższym celom winienem dążyć, od samego języka poczynając. Od dziś koniec z plugastwem wyświechtanych przymiotników! Koniec z pospolitymi rzeczownikami, których używałem jednako przy stole, na polu i w latrynie.

- Nadmiar słońca każdego zmoże – wyrwało mi się.

A Robinsonowi w to graj!

- Helios, durny Piętaszku! Od wschodu do zachodu greckie helios na niebie nam świeci. Gdy pomyślę, jak prostacko aż do dziś się wysławiałem, przemożna melancholia mnie ogarnia!

Zabrzmiało to jak nazwa nowej choroby, pospieszyłem więc z pytaniem. Robinson się zaśmiał.

- Melancholia? Od greckiego słowa „melankholiā” pochodzi, które czarną żółć oznacza.

- Dawniej dopadało cię zwykłe przygnębienie. Czyliż od dziś nawet kozy będą cierpieć na melancholię?

- Życie, Piętaszku, jest zbyt efemeryczne, by prostacką wulgarnością języka karmić się na co dzień.

- Efemeryczne? – powtórzyłem bez entuzjazmu.

- Od greckiego „ephemeros”, co oznacza „żyjącego jeden dzień ledwie”. Pora, Piętaszku, byś i ty, choć świadomy swego marnego pochodzenia, próbował choćby wykwintnym językiem ze swym panem się zrównać.

- Czas na jedzenie – powiedziałem, napełniwszy dzban mlekiem.

- Jedzenie? Durny Piętaszku, powołaniem twego pana jest ambrozja, pokarm greckich bogów.

- Coś ci rzeknę, panie. Nim helios na niebie zajdzie i efemeryczny dzień dobiegnie końca, przyjdziesz wyżłopać resztki prostackiej polewki z koziego mleka, które ci łaskawie zostawię.


czyli o daremnym trudzie pisania wierszy w świecie zdominowanym przez ucieszne obrazki.

czyli Piętaszek poznaje owoce demokracji.

czyli o przykrej przypadłości, która wykoślawia wnętrze oraz zmienia fizys.

Piętaszek poznaje na własnej skórze, że choć wiara przenosi góry, to garnka nie napełni.

czyli o dzikich obyczajach ludożerców i pięknej tradycji ćwiartowania skazańców w elżbietańskiej Anglii.

czyli Piętaszek unaocznia Robinsonowi, że nie każdy kij ma tylko dwa końce.

czyli o zbawczej kuracji kamieniem w przypadku nieszczęśników trapionych zmorami sennymi.

czyli jak obecność rekinów przyspiesza proces religijnego dojrzewania.

czyli tchórzostwo niejedno ma imię.

Na przykładzie króla Henryka VIII Piętaszek odkrywa, że troska o los państwa nie zawsze przynosi pożądane owoce.

czyli Piętaszek nad podziw szybko pojmuje różnicę między światem zjawisk namacalnych i nienamacalnych.

czyli Robinson wyjaśnia Piętaszkowi, dlaczego natura wyposażyła człowieka w dziesięć palców.

czyli Piętaszek dowiaduje się ze zgrozą, jakie przymioty zdaniem Robinsona kobieta ceni w mężczyźnie najbardziej.

czyli o przewadze polewki z koziego mleka nad klasyczną greką.

czyli nawet kandydaci do Raju winni często korzystać z dobrodziejstwa kąpieli.

czyli do czego prowadzi miłość uwolniona od cugli rozumu.

czyli o najrzadszej bodaj z ludzkich przypadłości.

czyli o trudach życia z artystą.

czyli o wątpliwej – choć powszechnie praktykowanej – drodze ku świętości.

czyli profetyczne zapędy bohatera.

czyli każda choroba wymaga stosownego lekarstwa.

czyli zachłanność nigdy nie popłaca.

czyli łowca mamony rzadko bywa poetą.

czyli oświecony umysł w walce z zabobonami.

czyli o wątpliwej równowadze między duszą a ciałem.

czyli o pokusie spełniania życzeń.

czyli o miłosiernym obijaniu kijem.

czyli garść przydatnych każdemu przestróg.

Copyright © 2009 Elżbieta Gortat
Contents copyright © 2009 Grzegorz Gortat