Grzegorz Gortat            

Grzegorz Gortat
Robinson i zabójcze umiłowanie przyrody

Mój poczciwy Robinson zastąpił mi drogę, kiedym, nie zważając na skwar, szedł dokończyć karczowanie pola.

- Przepuść – przemówiłem łagodnie.

- Ani myślę! – Zamierzył się na mnie kijem.

Zostawiłem go tam, gdzie stał i, nadkładając drogi, ruszyłem na pole kamienistą ścieżką. Zaszedł mnie cichaczem od tyłu, po czym bez ostrzeżenia ciął kijem przez nogi z taką siłą, że przyklęknąłem.

- Boli! – jęknąłem.

- Cierp, morderco!

- Toż to tylko drzewo!

- Żywe stworzenie, które Pan nasz stworzył.

Podpierając się trzonkiem siekiery, dźwignąłem się na nogi.

- Sameś mówił – wystękałem – że wasz Bóg zezwolił człowiekowi czynić sobie ziemię poddaną.

- Ale powiedział też: „Oto wam daję wszelką roślinę przynoszącą ziarno po całej ziemi i wszelkie drzewo, którego owoc ma w sobie nasienie: dla was będą one pokarmem”.

- Otóż to – argumentowałem. – To drzewo żadnych owoców z dawna już nie rodzi!

- Wolą Pana naszego jest to w każdej chwili zmienić – odparował.

- Pięknie – zakpiłem – ale Bóg papistów, ba, nawet Jego znacznie potężniejszy anglikański krewny, ziemi za nas nie wykarczuje.

- Karczuj ziemię na chwałę Pana i w trosce o nasze żołądki. Ale od drzewa wara!

Zdusiłem w sobie wściekłość i ozwałem się łagodnie, jakbym do kobiety w odmiennym stanie przemawiał:

- Zważ, panie, na korzyści. Jedno drzewo, nikomu ani niczemu nie służąc, płachetek najbardziej urodzajnej ziemi zajmuje. Orząc i obrabiając pole, co rusz muszę przeszkodę omijać. Zetnę je, a zboża dwakroć więcej zbierzemy.

- Durny Piętaszku, ty, w dziczy urodzony, widzisz świat małym, ja zaś swoim rozumem ogarniam niepomiernie więcej. Tyle ci powiem: porusz jeden kamień, a całą górę skażesz na zagładę. Z miłości do Pana Naszego, który za sprawą króla Henryka objawił chrześcijańskiemu światu prawdziwe, anglikańskie oblicze, drzewa, które był stworzył, do krwi ostatniej bronił będę.

Po tych słowach ujął kij krzepko i mocno się nim zamachnął, dając mi poznać, że prędzej spodziewa się mojej krwi utoczyć, niż swoją przelać.

Odczekałem do wieczora, mając nadzieję, że sen go zmorzy, a wówczas ja i siekiera przystąpimy do dzieła. Próżno się łudziłem. Krążył przy drzewie jak dziki Salamak wokół kotła z mięsną kolacją. Noc zapadła i w ciemności straciłem go z oczu, ale wciąż słyszałem, jak pełni wartę, krzykiem dodając sobie odwagi. W końcu senność mnie zmogła. Zasypiając, słyszałem rytmiczne postukiwanie i odgłos przerzucanej ziemi.

Kiedym rano otworzył oczy, z przerażenia serce podeszło mi do gardła. Robinson pod osłoną nocy wykopał rów, kierując wodę ze strumienia na pole. Obsiana zbożem płacheć zamieniła się w płytki staw, pośrodku którego wyrastało rachityczne Robinsonowe drzewo. On sam, usadowiony na konarze, oburącz uczepiony pnia, patrzył na mnie z góry.

- Póki żyję – wymamrotał szczękając zębami, podczas gdy uschłe drzewo, podmywane od korzeni, jęło na moich oczach przechylać się na bok – będę nasz piękny świat ratował przed zagładą!


czyli o daremnym trudzie pisania wierszy w świecie zdominowanym przez ucieszne obrazki.

czyli Piętaszek poznaje owoce demokracji.

czyli o przykrej przypadłości, która wykoślawia wnętrze oraz zmienia fizys.

Piętaszek poznaje na własnej skórze, że choć wiara przenosi góry, to garnka nie napełni.

czyli o dzikich obyczajach ludożerców i pięknej tradycji ćwiartowania skazańców w elżbietańskiej Anglii.

czyli Piętaszek unaocznia Robinsonowi, że nie każdy kij ma tylko dwa końce.

czyli o zbawczej kuracji kamieniem w przypadku nieszczęśników trapionych zmorami sennymi.

czyli jak obecność rekinów przyspiesza proces religijnego dojrzewania.

czyli tchórzostwo niejedno ma imię.

Na przykładzie króla Henryka VIII Piętaszek odkrywa, że troska o los państwa nie zawsze przynosi pożądane owoce.

czyli Piętaszek nad podziw szybko pojmuje różnicę między światem zjawisk namacalnych i nienamacalnych.

czyli Robinson wyjaśnia Piętaszkowi, dlaczego natura wyposażyła człowieka w dziesięć palców.

czyli Piętaszek dowiaduje się ze zgrozą, jakie przymioty zdaniem Robinsona kobieta ceni w mężczyźnie najbardziej.

czyli o przewadze polewki z koziego mleka nad klasyczną greką.

czyli nawet kandydaci do Raju winni często korzystać z dobrodziejstwa kąpieli.

czyli do czego prowadzi miłość uwolniona od cugli rozumu.

czyli o najrzadszej bodaj z ludzkich przypadłości.

czyli o trudach życia z artystą.

czyli o wątpliwej – choć powszechnie praktykowanej – drodze ku świętości.

czyli profetyczne zapędy bohatera.

czyli każda choroba wymaga stosownego lekarstwa.

czyli zachłanność nigdy nie popłaca.

czyli łowca mamony rzadko bywa poetą.

czyli oświecony umysł w walce z zabobonami.

czyli o wątpliwej równowadze między duszą a ciałem.

czyli o pokusie spełniania życzeń.

czyli o miłosiernym obijaniu kijem.

czyli garść przydatnych każdemu przestróg.

Copyright © 2009 Elżbieta Gortat
Contents copyright © 2009 Grzegorz Gortat