Grzegorz Gortat            

Grzegorz Gortat
Robinson i kozia muzyka

Mój poczciwy Robinson po bezsennej nocy wstał z postanowieniem, że pora zostać artystą. Zamiast jednak najpierw w skrytości oszacować dystans między artystycznym zapałem a talentem, postanowił decyzję obwieścić nie zwlekając i całą Ziemię uszczęśliwić swą sztuką.

Jako że cała Ziemia Robinsona to, nikomu nic nie ujmując, jedna bezludna wyspa, a na niej Robinson i Piętaszek, padło, rzecz jasna, na mnie.

- Piętaszku – zaczął, wybiegając wzrokiem za horyzont, jakby w innym zgoła świecie przebywał i niechętnie obcych do niego dopuszczał – twój pan postanowił oddać się muzyce.

- Muzyce – powtórzyłem nie bez obawy, bo słowo zabrzmiało mi w uszach zgrzytliwie, jakby z języka dzikich Salamaków pochodziło.

- Muzyka, Piętaszku – ciągnął – jest sublimacją sztuki, ideałem, ku któremu winien dążyć każdy, kto ma odwagę artystą się nazywać.

Zastygł w pozie, jaką przybierają małpy przy wybieraniu pcheł i, wciąż patrząc ponad mą głową, jął wyjaśniać:

- Pisać? Toż pisarzem każdy, ciebie nie wyłączając, zostać może. Wahałem się więc jeszcze między malarstwem a muzyką, bo w obu tych sferach trzeba dużo więcej niż zwykłego sprytu do obracania jęzorem. Malarstwo, uznałem jednak po namyśle, niewiele od pisarstwa się różni, bo podobnie jak to drugie, urodę i plugastwo świata jeno opisuje, jest tylko niczym lustro, w którym świat się odbija. Cóż więc mi zostało?

Dał znak ręką, bym szedł za nim. Nie odwracając się, perorował dalej z niebezpiecznym zapałem:

- Muzyka, Piętaszku, jest koroną wszelkich sztuk! Nie opisuje, a przetwarza, nie odzwierciedla jedynie zastanej rzeczywistości, a nowe światy powołuje do życia. – Zanim zniknął w chacie, podniósł palec i dokończył: - Tajemnica. Jest, a przecież nauka zwie ją niebytem. Istnieje dla zmysłów, a ręką jej nie uchwycisz. Piętaszku, nadstaw uszu, niebawem zanurzysz się w Tajemnicę.

Kiedy wynurzył się z chaty, w pierwszej chwili uznałem, że z jakiegoś powodu pozbierał odpadki z ostatnich obiadów i kolacji. Rozpoznałem kozią skórę naciągniętą na kawałek wygiętego drewna, zakończonego deszczułką, do której umocował trzewia nieboszczki kozy.

- To właśnie muzyka? – domyśliłem się.

- Instrument, Piętaszku, za pomocą którego twój pan muzykę wyczarowuje.

Zaczął koniuszkami palców trącać napięte trzewia. I z miejsca pożałowałem, żeśmy kozę niefrasobliwie skazali na śmierć.

Zrobił przerwę, by zapytać:

- Co czułeś?

- Żal po nieboszczce kozie.

- Durny Piętaszku! – żachnął się i dalej jękliwie rzępoli. – Nie dano ci nawet tej odrobiny artystycznego smaku, z którym szczury i węże się rodzą.

- Jakże to?

- Znana to rzecz – ciągnął, nie przestając z zapałem szarpać kozie trzewia – że szczury za grajkiem choćby i w wodę skoczą. A wąż przy dobrym muzyku potrafi zatańczyć.

- Marne towarzystwo – mruknąłem.

- Jak ubogi jesteś duchem! Bóg zamknął przed tobą świat, do którego nawet bezrozumne zwierzę ciągnie jak do koryta.

- Niewiele żeś się pomylił! – tyle zdołałem wykrzyknąć. Zasłaniając uszy, zrobiłem w tył zwrot i wdrapałem się na skałę. Z bezpiecznej wysokości patrzyłem, jak z zarośli wypełza, wyfruwa i wybiega całe leśne towarzystwo, podobne do armii połączonej istnieniem wspólnego wroga.


czyli o daremnym trudzie pisania wierszy w świecie zdominowanym przez ucieszne obrazki.

czyli Piętaszek poznaje owoce demokracji.

czyli o przykrej przypadłości, która wykoślawia wnętrze oraz zmienia fizys.

Piętaszek poznaje na własnej skórze, że choć wiara przenosi góry, to garnka nie napełni.

czyli o dzikich obyczajach ludożerców i pięknej tradycji ćwiartowania skazańców w elżbietańskiej Anglii.

czyli Piętaszek unaocznia Robinsonowi, że nie każdy kij ma tylko dwa końce.

czyli o zbawczej kuracji kamieniem w przypadku nieszczęśników trapionych zmorami sennymi.

czyli jak obecność rekinów przyspiesza proces religijnego dojrzewania.

czyli tchórzostwo niejedno ma imię.

Na przykładzie króla Henryka VIII Piętaszek odkrywa, że troska o los państwa nie zawsze przynosi pożądane owoce.

czyli Piętaszek nad podziw szybko pojmuje różnicę między światem zjawisk namacalnych i nienamacalnych.

czyli Robinson wyjaśnia Piętaszkowi, dlaczego natura wyposażyła człowieka w dziesięć palców.

czyli Piętaszek dowiaduje się ze zgrozą, jakie przymioty zdaniem Robinsona kobieta ceni w mężczyźnie najbardziej.

czyli o przewadze polewki z koziego mleka nad klasyczną greką.

czyli nawet kandydaci do Raju winni często korzystać z dobrodziejstwa kąpieli.

czyli do czego prowadzi miłość uwolniona od cugli rozumu.

czyli o najrzadszej bodaj z ludzkich przypadłości.

czyli o trudach życia z artystą.

czyli o wątpliwej – choć powszechnie praktykowanej – drodze ku świętości.

czyli profetyczne zapędy bohatera.

czyli każda choroba wymaga stosownego lekarstwa.

czyli zachłanność nigdy nie popłaca.

czyli łowca mamony rzadko bywa poetą.

czyli oświecony umysł w walce z zabobonami.

czyli o wątpliwej równowadze między duszą a ciałem.

czyli o pokusie spełniania życzeń.

czyli o miłosiernym obijaniu kijem.

czyli garść przydatnych każdemu przestróg.

Copyright © 2009 Elżbieta Gortat
Contents copyright © 2009 Grzegorz Gortat