Robinson i sztuka kupiecka
Grzegorz Gortat

Mój poczciwy Robinson uznał, że znalazłszy w mej osobie pilnego i zdolnego ucznia, może w nudne wieczory na wyspie kształcić mnie w dwóch dziedzinach, które sam stawia najwyżej.

- Piętaszku – podjął z miną tak uroczystą, jakby zamierzał winem z bananów mnie ugościć – wprowadzę cię w tajniki handlu.

- Jakże to – zdziwiłem się szczerze – zarzuciłeś już poezję, którąś co wieczór mnie raczył?

- Durny Piętaszku! Umyśliłem oto dwie pieczenie upiec na jednym ogniu.

- Dwie pieczenie?

- Naukę o poezji słowa połączę z wykładami o kupiectwie.

- Spodziewam się – mruknąłem, nauczony doświadczeniem – że przyjdzie mi słono za obie pieczenie zapłacić.

Ruchem ręki zmusił mnie do milczenia.

- Poezja – ciągnął, mocno zezując, co w jego mniemaniu najtrafniej oddaje wyraz uduchowienia na twarzy – jednym uskrzydlonym słowem odrywa nas od ziemi i unosi ku krainie marzeń.

- A kupiectwo – wszedłem mu w słowo – ciągnie nas za nos ku krainie mamony.

Wymierzył mi kopniaka.

- Bluźnisz! Tak jak poezja jest najświętszym wcieleniem słowa, tak kupiectwo jest najwyższą formą ziemskiej aktywności.

- Jeszcze wczoraj gardziłeś straganami i psioczyłeś na ojca, który, mówiłeś, zamierzał unieszczęśliwić cię kupieckim kantorem.

- Durny Piętaszku! – syknął – z bogactwa słów, którym co dzień cię raczę, z rzadka tylko właściwy sens potrafisz wyciągnąć. Słusznie, widzę, uczyniłem, postanawiając twój oporny umysł do myślenia przymusić.

- Tymczasem przymuszam się, by nie zasnąć.

- Wysłuchasz próbki mego poetyckiego talentu, to wnet się rozbudzisz. Nadstaw uszu: „Uwznioślony denarów i talarów brzękiem, myślą znad bel jedwabiu ku niebu ulatam, ziemskie troski zostawiając głupcom zdjętym lękiem, co w każdym kupcu swej sakiewki upatrują kata...”

Przerwał i palec we mnie wymierzył:

- Pora na ciebie.

- Co mam czynić?

- Próbuj na miarę swych mizernych talentów mnie naśladować, wyszukując najbardziej odpowiedniego rymu do moich kupieckich haseł. Gotowyś?

Skinąłem głową, ziewając.

- Kupiec – zaczął z przemądrząłą miną.

- Głupiec – odparłem.

- Kupiectwo.

- Łupiestwo.

- Kupić.

- Ogłupić.

- Pieniądze!

- Żądze.

- Płaskie, nudne i pozbawione polotu – orzekł, patrząc na mnie mściwie. – Nie będzie z ciebie poeta.

- Ani kupiec – dopowiedziałem z zadowoloną miną.