Robinson i pochwała czujności
Grzegorz Gortat

Mój poczciwy Robinson poczęstował mnie tęgim kopniakiem, kiedym wrócił z koziej zagrody z udojonym mlekiem.

- Za co? – jęknąłem.

- Wybiję ci z głowy dzikie zabobony!

- Szczęście wielkie, żeś od miękkich pośladków zaczął – popatrzyłem na niego krzywo.

- Mów, cóżeś to za taniec odtańczył pod palmą?

- W ostatniej chwili żem zmiarkował, że zapuszczam się z lewej strony, więc się cofnąłem, by okrążyć pień od strony przeciwnej. Okrążyć drzewo z lewej to pewne nieszczęście na polowaniu.

- Tak też myślałem! Na nic moja nauka, skoro w przesądach tkwisz jak ryba w mule. Od dziś inaczej cię będę uczył.

Zamierzył się kijem. Przytomnie uskoczyłem, alem uronił przy tym mleka z ceberka. Cóż było robić? Nie uśmiechało mi się dnia zaczynać bez śniadania, jednak jak nakazuje zwyczaj ulałem sporą porcję mleka przez lewe ramię.

- Opętańcze! – próbował mnie powstrzymać.

- W trosce o nas to czynię. Mleko wylać, to jakby biedę zapraszać do domu! Dla odpędzenia nieszczęścia trzeba skropić ziemię mlekiem, koniecznie przez lewe ramię.

- Wstyd mi przynosisz!

- Wybacz, krzywdy nikomu nie czynię. Kto mądry, złego losu nie będzie wystawiał na pokuszenie.

- Kto mądry, w Bogu we wszystkim pokłada wiarę!

- A jeśli twój anglikański Bóg dostanie wzdęcia i za potrzebą się oddali, na ten czas spuszczając człowieka z oka?

- Bluźnisz!

- Albo, gorzej jeszcze, chwilę nieuwagi wykorzysta Bóg papistów, by człowiekowi zamącić w głowie?

- Durny Piętaszku, nawet papiści stronią od zabobonów. O dobrych anglikańskich chrześcijanach nie wspomnę...

- Małom to razy widział, jak omijasz drabinę, by przypadkiem pod nią nie przejść?

- W trosce jedynie, by nie spadła mi na głowę.

- A czemu, zdarza się, przez lewe ramię spluwasz?

- A jak najlepiej sprawdzić, z której strony wiatr wieje?

- Widziałem, jakeś onegdaj uganiał się za czterolistną koniczyną.

- Z miłości do czterech Ewangelistów, którzy słowa Pana Naszego w trosce o nasze zbawienie spisali.

- A kiedy kury czy kokosy liczysz, to z dwunastu na czternaście przeskakujesz, trzynaście zawsze pomijając?

- Przez wzgląd na apostoła Judasza, który był trzynastym gościem na Ostatniej Wieczerzy, a przez którego zdradę Pan Nasz śmiercią męczeńską na krzyżu w feralny piątek...

Urwał raptem. Patrząc na mnie z twarzą nagle pobladłą, wydusił: „Piątek, Piętaszek, pech do kwadratu...” – po czym trzy razy przez lewe ramię splunął i rzucił się na ziemię, by szukać czterolistnej koniczynki.