Grzegorz Gortat            

Grzegorz Gortat
Robinson i arytmetyka wiary

Mój poczciwy Robinson podkradł się bezgłośnie i bez słowa ostrzeżenia zdzielił mnie kijem przez nieosłonięte plecy.

- Za co, panie?

- W imię chrześcijańskiej miłości!

- Zbytek łaski – bąknąłem, masując obolałe miejsce.

- Odstąp od tego pogańskiego kamienia! – krzyczy i znowu zamierza się kijem.

- Jeszcze nie skończyłem.

- Gubisz swoją duszę!

- Bo dbam, byś nigdy głodny nie chodził? – odpaliłem. Resztą koziego mleka zrosiłem jak należy kamień zapewniający obfite plony.

- Durny Piętaszku, od wylewania mleka zboża nie przybędzie!

- Zależy, panie. Gdyby polać święty kamień od strony porośniętej mchem, do tego po zachodzie słońca, bez oddania należnych słońcu pokłonów, wówczas, masz rację, pole nawet chwastami nie obrodzi.

- Ciemny Piętaszku, modlitwy zanosisz do słońca?

- W tajemnicy ci powiem, że prywatnie większą czcią otaczam księżyc. Ale dla zapewnienia dobrych połowów i księżyc nie wystarczy. By ubłagać boga morza, dobrze jest sześcioletniego kozła wyrzucić o północy do wody. A najlepiej złożyć od razu dwa kozły, bo bóg wiatru gotów się obrazić i łódź wywróci.

Odłożył kij i przysiadł na wprost mnie. Minę miał uroczystą jak przy niedzielnym obiedzie.

- Więc dowiedz się, biedny Piętaszku, że prawdziwy Bóg jest tylko jeden.

- Jeden? – powtórzyłem.

- Jeden, jedyny i prawdziwy.

- Chcesz powiedzieć, że do innych nie trzeba się modlić?

- Innych nie ma, durny Piętaszku! – Dźwignął się na nogi. – Czy i ty chcesz Go uznać za swojego?

Szybko przeliczyłem w myślach, jakie zyski mógłbym poczynić na zaoszczędzonych mięsnych ofiarach, o czasie i fatydze nie wspomnę.

- Skoro jest, jak mówisz... – wydukałem ostrożnie.

- Powtarzaj więc za mną: „W imię Ojca, i Syna i Ducha Świętego...”

- To już trzy palce – przerwałem mu skonfundowany.

- Bo Bóg jest jeden, ale w trzech osobach.

- Jesteś pewny, panie?

- Apostołów było dwunastu, przykazań dziesięć, czterdzieści pokoleń Izraela, a ewangelistów czterech. Papiści, niech nigdy nie dostąpią zbawienia, wierzą jeszcze w świętych: złodzieje modlą się do Mikołaja, strażacy do Floriana, a upadłe kobiety do Marii Magdaleny....

- Dużo tego, panie – jęknąłem. – Nie spamiętam.

- Na początek wystarczy ci wiedzieć, że Bóg, który jest w trzech osobach, stworzył człowieka na swój wierny obraz i podobieństwo.

- No to piękne wieści mi przynosisz, panie! – sarknąłem i ruszyłem po nowy zapas ofiarnego koziego mleka. – Skoro jest nas sześciu, muszę bardziej przyłożyć się do pracy.


czyli o daremnym trudzie pisania wierszy w świecie zdominowanym przez ucieszne obrazki.

czyli Piętaszek poznaje owoce demokracji.

czyli o przykrej przypadłości, która wykoślawia wnętrze oraz zmienia fizys.

Piętaszek poznaje na własnej skórze, że choć wiara przenosi góry, to garnka nie napełni.

czyli o dzikich obyczajach ludożerców i pięknej tradycji ćwiartowania skazańców w elżbietańskiej Anglii.

czyli Piętaszek unaocznia Robinsonowi, że nie każdy kij ma tylko dwa końce.

czyli o zbawczej kuracji kamieniem w przypadku nieszczęśników trapionych zmorami sennymi.

czyli jak obecność rekinów przyspiesza proces religijnego dojrzewania.

czyli tchórzostwo niejedno ma imię.

Na przykładzie króla Henryka VIII Piętaszek odkrywa, że troska o los państwa nie zawsze przynosi pożądane owoce.

czyli Piętaszek nad podziw szybko pojmuje różnicę między światem zjawisk namacalnych i nienamacalnych.

czyli Robinson wyjaśnia Piętaszkowi, dlaczego natura wyposażyła człowieka w dziesięć palców.

czyli Piętaszek dowiaduje się ze zgrozą, jakie przymioty zdaniem Robinsona kobieta ceni w mężczyźnie najbardziej.

czyli o przewadze polewki z koziego mleka nad klasyczną greką.

czyli nawet kandydaci do Raju winni często korzystać z dobrodziejstwa kąpieli.

czyli do czego prowadzi miłość uwolniona od cugli rozumu.

czyli o najrzadszej bodaj z ludzkich przypadłości.

czyli o trudach życia z artystą.

czyli o wątpliwej – choć powszechnie praktykowanej – drodze ku świętości.

czyli profetyczne zapędy bohatera.

czyli każda choroba wymaga stosownego lekarstwa.

czyli zachłanność nigdy nie popłaca.

czyli łowca mamony rzadko bywa poetą.

czyli oświecony umysł w walce z zabobonami.

czyli o wątpliwej równowadze między duszą a ciałem.

czyli o pokusie spełniania życzeń.

czyli o miłosiernym obijaniu kijem.

czyli garść przydatnych każdemu przestróg.

Copyright © 2009 Elżbieta Gortat
Contents copyright © 2009 Grzegorz Gortat