Grzegorz Gortat            

Grzegorz Gortat
Robinson i metafizyka snów

Mój poczciwy Robinson wyrwał mnie ze snu przeraźliwym krzykiem.

Wybiegłem z chaty, nie wiedząc, czy ziemia się zatrzęsła, czy dzicy Salamakowie nocą przybili do brzegu.

Trąc zaspane oczy, rozejrzałem się. Ziemia ani myślała się rozstępować, a brzeg, jak okiem sięgnąć, znaczyły jedynie wyrzucone falą przypływu wodorosty. Robinson, na wpół ubrany, siedział na plaży, twarzą zwrócony ku morzu, nie bacząc, że nacierająca woda zalewa go po pas.

„Ani chybi miłość – uznałem – przed porą deszczową nawet żółwie na potęgę łączą się w pary”.

Kiedym podszedł i zajrzał mu w twarz, lęk mnie zdjął. Spojrzenie miał nieobecne, jakby w innym zgoła świecie już przebywał. Widać dopadła go platonia, najgroźniejsza z odmian miłosnej choroby.

- Panie – odezwałem się łagodnie, klepiąc go po ramieniu – sameś mówił, że nawet po najczarniejszej nocy słońce wschodzi.

Ledwo na mnie spojrzawszy, wyrzucił z siebie smętnie:

- Nie będzie więcej nocy, nie będzie wschodów słońca. Koniec już bliski, Piętaszku.

Ucieszyłem się. Porażenie słoneczne stokroć łatwiej wyleczyć niż niespełnioną miłość.

- Czas na śniadanie – rzuciłem dla odwrócenia jego uwagi.

- Czas? – Podniósł zakrzywiony palec, jakby reumatyzm go chwytał. – Tak, Piętaszku, zegar już tyka. Ziemska siła go nie zatrzyma.

- Tylem razy przestrzegał – mruknąłem pod nosem – by nie wystawiać się na południowe promienie bez kapelusza.

- Sen miałem! – przerwał mi raptownie. – Przyśniło mi się tykanie zegara. We śnie rozglądałem się, alem zegara nigdzie nie widział. Strach mnie chwycił i ze strasznym krzykiem zbudziłem się z tego koszmaru.

- Twój anglikański Bóg mógł był cię obdarzyć mocniejszym snem – mruknąłem.

- Słyszysz? – syknął, palec kładąc na ustach. – Wciąż tyka.

Kiwnąłem potakująco głową. Nic nie słyszałem.

- Tykanie zegara słychać – podjął – a zegara nie widać. Co Bóg chce mi przez to powiedzieć?

- Żebyś nie obżerał się tłustym mięsem na kolację.

- Metafizyka, durny Piętaszku! Bóg mówi, że koniec świata niedaleki. Z każdym ruchem niewidzialnego wahadła godzina Apokalipsy się zbliża.

- A pora śniadania mija...

- Życie przepadło, pal je diabli. Ale duszę, duszę ratować trzeba.

- Masz na to sposób?

- Na początek rozdam wszystko, co mam.

- Niewiele tego.

- Wzniosę Panu świątynię.

- Najlepiej taką – bąknąłem – co ma maszt i żagle i na wodzie zdolna jest się utrzymać.

- Ochrzczę twoją pogańską duszę.

- Bardzo proszę – zgodziłem się, nauczony, że wariatowi lepiej się nie sprzeciwiać.

- Wiem! – oczy mu rozbłysły – wyprawię się łodzią do kraju Salamaków. Będę ich nawracać!

- Skończysz w kotle – ostrzegłem.

- Da Bóg, wcześniej choć jedną dziką duszę ocalę!

Więcej słuchać nie zamierzałem. Mówił jeszcze, jak to Bóg i Pan Nasz znajduje upodobanie zwłaszcza w męczennikach zdolnych do największych poświęceń, ja zaś podniosłem gładki kamień i wyczekawszy chwili, gdy odwrócił wzrok, zdzieliłem go w głowę.

Wziąłem bezwładnego na plecy, zaniosłem do chaty i złożyłem do łóżka. Sam przysiadłem obok, czekając. Ocknął się niezadługo. Ujrzawszy mnie, gębę rozciągnął w uśmiechu i masując się po głowie, rzekł:

- Sen miałem, Piętaszku. Jechałem konno z Yorku do wiejskiej posiadłości ojca. Koń mnie zrzucił i jak długi runąłem na ziemię.

- Narowista bestia – podjąłem ostrożnie.

- Cóż za widoki, Piętaszku! Soczyście zielone pola i dziewki w podkasanych kieckach, bieliznę piorące w rzece. Ach! – westchnął – piękna ta nasza Anglia!


czyli o daremnym trudzie pisania wierszy w świecie zdominowanym przez ucieszne obrazki.

czyli Piętaszek poznaje owoce demokracji.

czyli o przykrej przypadłości, która wykoślawia wnętrze oraz zmienia fizys.

Piętaszek poznaje na własnej skórze, że choć wiara przenosi góry, to garnka nie napełni.

czyli o dzikich obyczajach ludożerców i pięknej tradycji ćwiartowania skazańców w elżbietańskiej Anglii.

czyli Piętaszek unaocznia Robinsonowi, że nie każdy kij ma tylko dwa końce.

czyli o zbawczej kuracji kamieniem w przypadku nieszczęśników trapionych zmorami sennymi.

czyli jak obecność rekinów przyspiesza proces religijnego dojrzewania.

czyli tchórzostwo niejedno ma imię.

Na przykładzie króla Henryka VIII Piętaszek odkrywa, że troska o los państwa nie zawsze przynosi pożądane owoce.

czyli Piętaszek nad podziw szybko pojmuje różnicę między światem zjawisk namacalnych i nienamacalnych.

czyli Robinson wyjaśnia Piętaszkowi, dlaczego natura wyposażyła człowieka w dziesięć palców.

czyli Piętaszek dowiaduje się ze zgrozą, jakie przymioty zdaniem Robinsona kobieta ceni w mężczyźnie najbardziej.

czyli o przewadze polewki z koziego mleka nad klasyczną greką.

czyli nawet kandydaci do Raju winni często korzystać z dobrodziejstwa kąpieli.

czyli do czego prowadzi miłość uwolniona od cugli rozumu.

czyli o najrzadszej bodaj z ludzkich przypadłości.

czyli o trudach życia z artystą.

czyli o wątpliwej – choć powszechnie praktykowanej – drodze ku świętości.

czyli profetyczne zapędy bohatera.

czyli każda choroba wymaga stosownego lekarstwa.

czyli zachłanność nigdy nie popłaca.

czyli łowca mamony rzadko bywa poetą.

czyli oświecony umysł w walce z zabobonami.

czyli o wątpliwej równowadze między duszą a ciałem.

czyli o pokusie spełniania życzeń.

czyli o miłosiernym obijaniu kijem.

czyli garść przydatnych każdemu przestróg.

Copyright © 2009 Elżbieta Gortat
Contents copyright © 2009 Grzegorz Gortat