Grzegorz Gortat            

Grzegorz Gortat
Pułapki sztuki, czyli zdradzieckie krągłości panny Marioli

Michał R. na trzecim roku studiów rzucił rolnictwo dla sztuki. Techniki nawożenia zamienił na techniki malarskie. Miał zadatki na artystę światowego formatu. Z każdym kolejnym obrazem przybywało mu admiratorów i pieniędzy. Niemal z dnia na dzień „czołowy przedstawiciel polskiej awangardy” zaczął wystawiać w Prado, nowojorskim Museum of Modern Art i w warszawskiej Zachęcie. Czołowe tygodniki świata, od „Time” po „Le Monde”, zamieściły reprodukcję sztandarowego dzieła „Abelard i Heloiza w kąpieli” – trójkąty, kółeczka i prostokąty w mydlanych uściskach Amora. Geometria rzekomo emanująca erotyzmem. Na mój gust obraz mógł równie dobrze przedstawiać deskę rozdzielczą w kabinie traktorzysty. Ale spece od sztuki wiedzieli lepiej.

Michała R. okrzyknięto „drugim Picassem”, kiedy nagle spotkało go nieszczęście. Zakochał się. Panna Mariola miała dwadzieścia lat i harmonijne ciało, które w dni nieparzyste eksponowała w charakterze modelki w Akademii Sztuk Pięknych. Zwrócona frontalnie do sztalug, zsuwała podomkę, przysiadała na brzegu krzesła i eksponowała doskonałe proporcje epatujące krągłościami i kobiecością. Właśnie na tych krągłościach potknął się Michał R. Zdradził picassowską geometrię na rzecz cielesnego realizmu. Zamiast kwadracików, kółeczek, trójkącików zapełniał odtąd płótna kombinacją poetyckiej zmysłowości i niemal namacalnego empiryzmu.

Tak zaczął się jego upadek. Katolicki włoski dziennik „Awenire” przypiął mu łatkę pornografa. Lewicowy „New York Times” nazwał go kopistą. Dzisiaj Michał R. handluje na stołecznej Starówce historycznymi landszaftami i widoczkami Warszawy. Pewnej soboty zebrałem się na odwagę i podszedłem. Poznał mnie. Zadrżałem. Miałem przed sobą mężczyznę, któremu życie i miłość dały mocno w kość.

- Kup coś – wychrypiał. – Drogo nie policzę.

Prześlizgnąłem się wzrokiem po cukierkowatych akwarelkach jak spod sztancy. Ściszając konspiracyjnie głos, powiedziałem:

- Wziąłbym... jakiś portrecik panny Marioli.

Dźwignął się z zydla i przybliżył do mnie.

- Panna Mariola – wymamrotał, oddechem zdradzając, że do piwa dolewa wódki – od dziesięciu lat ma na imię Marek.


P.S. W związku z postępującą okupacją mojej klatki schodowej stanowczo dementuję, jakobym dawał do prasy anons następującej treści: „Panie w wieku osiemnaście - dwadzieścia lat, zainteresowane karierą aktorską w Malibu, zapraszam na zdjęcia próbne”.

Copyright © 2009 Elżbieta Gortat
Contents copyright © 2009 Grzegorz Gortat