Grzegorz Gortat            

Grzegorz Gortat
Osioł i sprawa polska

W czasach tak zwanej wolności słowa sezon ogórkowy trwa przez okrągły rok. Podczas gdy poważne gazety ostrzegają świat przed globalnym ociepleniem, rozpadem strefy euro i nową kochanką premiera zaprzyjaźnionego rządu, tabloidy stawiają na piersi: „Znana prezenterka powiększyła sobie biust”; „Królowa porno ubezpieczyła swoje piersi”; „Jak Edyta G. dba o biust”; „Biust serialowej gwiazdy powodem kompleksów”; „Słońce najlepszym przyjacielem twojego biustu”. Z kolei portale internetowe odnotowują z przejęciem: „Doda nie jest już słodką lolitką”; „Włodarczyk rzuciła faceta, ale przyjęła od niego samochód”; „Disco polo wkracza na salony”; „Ameryka chce wyjść z kryzysu po trupie Unii Europejskiej”; „Seks na trzepaku”.

W zalewie bezcennych dla świata informacji łatwo mogłaby ujść uwadze krótka notka „Osioł na deputowanego”. Od dawna tropię alegoryczne związki między królestwem zwierząt i światem polityki, podjąłem zatem trud lektury tudzież analizy tekstu. Znany działacz polityczny (nazwisko i imię podano) zgłosił zamiar wystawienia osła do parlamentu. Kandydatura osła, wyjaśniał, „ma być odpowiedzią na brak godności i moralności obecnych posłów”. Prasa donosiła następnie, że „kandydat na parlamentarzystę w asyście swego politycznego protektora odbył już serię spotkań z potencjalnymi wyborcami”.

Wiadomość zasmuciła mnie i uradowała jednocześnie. Radością napawało to, że w dobie triumfalnego postępu demokracji wolność głoszenia poglądów jest niezaprzeczalnym faktem. Ze smutkiem natomiast skonstatowałem, że pomysł „osioł posłem”, jakże chętnie podnoszony w czasach PRL-u, wyszedł od Bułgara Rosena Markowa, lidera ugrupowania „Forza Bułgaria” i założyciela Partii Mężczyzn Bułgarskich. Pan Markow, złodziej cudzych pomysłów, z właściwą sobie butą twierdzi, że „uwzględniając realia w kraju, osioł może liczyć na 70-80 procent poparcia”.


P.S. Panu Z.L. ze Stalowej Woli odpowiadam: Nie ma pan racji. Karol Marks i Aleksander Dumas to dwie różne postacie. Poza tym Gombrowicz nie jest autorem „Pana Wołodyjowskiego”. Radziłbym ograniczyć oglądanie obrazków, a więcej czytać.

Copyright © 2009 Elżbieta Gortat
Contents copyright © 2009 Grzegorz Gortat