Grzegorz Gortat            

Grzegorz Gortat
Literaci na ring!

Walkę o najważniejszy w Polsce literacki wawrzyn zakontraktowano na dziesięć rund. W niedzielny wieczór widownia Teatru Wielkiego zapełniła się po brzegi. Jurorzy Nagrody Literackiej "Sęki" zajęli miejsca tuż przy scenie przerobionej na ring, w pierwszym rzędzie zasiadł prezydent z małżonką oraz przedstawiciele firm fundujących nagrodę.

Broniący tytułu Iks, prozaik, poeta i eseista starszego pokolenia, już w pierwszej rundzie celną rymowaną puentą położył na deski Igreka – prozaika, poetę i eseistę młodszego pokolenia. W drugiej rundzie Igrek wyprowadził z prawej śmiały w treści erotyk – i systematycznie zaczął odrabiać straty. Runda trzecia i połowa czwartej przebiegały pod dyktando Iksa – dwukrotny laureat literackich "Sęków" lewym prostym trzymał przeciwnika na dystans, co jakiś czas obijając mu tułów wersami z najnowszego tomiku Razy i skazy. Pod koniec czwartej rundy Igrek zmylił Mistrza i zasunął mu pod żebro obrazoburczy cytat ze swej debiutanckiej powieści Kicha. Iks dotrwał do gongu, po przerwie zaś zasypał Młodego gradem Joyce’owych wulgaryzmów z ostatniego okresu twórczości autora Ulissesa. Zapędzony do narożnika, Igrek odpowiedział bitym z biodra hemingwayem, by następnie, podstępnie zmieniwszy genre, przejść do ataku Fredrowską krotochwilą. Iks stracił rezon, bez powodzenia próbował punktować Miłoszem na przemian z Herbertem. Z trudem chwytał oddech. Literacka sensacja wisiała w powietrzu.

W rundzie szóstej Igrek z powodzeniem zastosował kombinację MMA: Mickiewicz-Masłowska-Asnyk. W siódmej umocnił zarysowującą się przewagę. Iks bronił się nieporadnie, niepotrzebnie sięgając po wyświechtany repertuar balzaków i bitych z zamachu flaubertów. W ósmej Igrek zmierzał już do pewnego zwycięstwa, kiedy niespodziewanie szczęście go opuściło: uderzył eposem ze stalinowskiego okresu twórczości Iksa, co jurorzy zakwalifikowali jako cios poniżej pasa i odjęli mu dwa punkty.

W przedostatnim starciu Igrek serią kąśliwych tyrmandów położył Mistrza na łopatki. Runda ostatnia też zaczęła się po jego myśli. Iks zgiął się w pół pod hip-hopową frazą Masłowskiej, mądrze choć bez powodzenie próbował się ratować podbródkowym kuczokiem. Raptem zmienił taktykę. Zamarkował uderzenie bogoojczyźnianym mickiewiczem, by nagle bitym od dołu mrożkiem trafić Młodego w sam środek szczęki.

W tejże chwili zabrzmiał gong kończący walkę. Pięć tysięcy widzów w teatrze oraz sześć milionów przed telewizorami zamarło w oczekiwaniu na rozstrzygnięcie, komu w tym roku przypadnie najważniejsza w kraju nagroda literacka. Nagle zaskrzypiały drzwi dzielące salę od foyer, kamery posłusznie wykonały obrót o sto osiemdziesiąt stopni – i w obecności wielomilionowej telewizyjnej widowni na purpurę ceremonialnego dywanu spłynął mocno spóźniony Parnass Pacyków, celebrycki bohater tabloidów i mistrz medialnego autolansu, fikuśnym kapelusikiem i własnoręcznie dzierganym siatkowym podkoszulkiem na zawsze spychając w niebyt werdykt Wielkiej Kapituły Nagrody Literackiej „Sęki”.


P.S. Nie mnie polemizować z epidemiologami, którzy twierdzą, że okres jesienny przyniesie nasilenie zachorowań na świńską grypę. Nie mogę jednak zrozumieć, dlaczego pani profesor Iks zagrożenie epidemią wiąże z „nadreprezentatywnością męskiej populacji w dużych skupiskach miejskich”.

Copyright © 2009 Elżbieta Gortat
Contents copyright © 2009 Grzegorz Gortat