Grzegorz Gortat            

Grzegorz Gortat
Parytet językowy, czyli przegrany bój maskulinizmu

Koperta była biała, standardowa, nie zawierała danych nadawcy. Otworzyłem ją – i serce zabiło mi żywiej na widok nazwiska autora listu. Profesor Jan Wolny-Rozlazły, luminarz męskiej myśli filozoficznej i ostatnia nadzieja zapędzonego do podziemia polskiego maskulinizmu, w oszczędnych słowach wyjaśniał powody, dla których od sześciu miesięcy nie dawał znaku życia, prosząc zarazem o jak najszersze rozpropagowanie załączonego „Manifestu Wolności”; co niniejszym czynię, z szacunku dla intelektu profesora nie dokonując najmniejszych ingerencji w tekście.

„Panowie! Towarzysze! Mężczyźni! Z oczywistych powodów nie zdradzając miejsca mego pobytu, świadom, że bój to jest nasz ostatni i raczej klęska nam pisana niż zwycięstwo, proszę was mimo to o trwanie w okopach językowych tradycji! Język, ostatni bodaj bastion konserwatyzmu, pada pod naporem feministycznej zawieruchy. Przywykliśmy do lingwistycznej niesprawiedliwości, za sprawą której niemała grupa określonej proweniencji rzeczowników przybiera jedynie rodzaj męski. Czy słyszał ktoś bowiem, by w zdominowanym przez kobiety świecie „nierób”, „nikczemnik”, „drań” czy „obibok” miały swój żeński odpowiednik? Podobny językowy terror każe mężczyznom znosić w pokorze, że rodzaj żeński okupują desygnaty niosące pozytywny przekaz: „praca”, „odpowiedzialność”, „staranność”, negatywom na przeciwstawnym biegunie przydaje się zaś charakter męski: „fajrant”, „odpoczynek”, „chaos”.

Realizując końcowy etap obłędnego planu zawłaszczenia również języka, piewczynie feminizmu promują na potęgę językowy parytet, by na bodaj ostatnie przynależne mężczyznom obszary wprowadzić żeńską piątą kolumnę. Tam oto, gdzie do niedawna królował niepodzielnie „żołnierz”, „marynarz”, „drukarz”, „drwal”, „kierowca” i „kopacz” wkraczają w blasku reflektorów obce naszej tradycji: „marynarka”, „żołnierka”, „drwalka”, „drukarka”, „kierowczyni”, „kopaczka”.

W poczuciu ciążącego na mnie obowiązku wzywam wszystkich mężczyzn do wsparcia słowem i czynem niniejszego «Manifestu Wolności» i drżącą ręką składam pod nim podpis, nim na powrót nałożą mi kaftan i zwiążą przydługie rękawy.

Profesor Jan Wolny-Rozlazły, prezes Męskiej Partii Odrodzenia (w skrócie MPO)”.


P.S. Ulegając sile argumentów profesora, ze swej strony zadaję retoryczne w swej naturze pytanie: W jakim świetle stawia płeć piękną powszechnie znany fakt, że znienawidzone przez mężczyzn słowo „rogacz” nie doczekało się żeńskiego odpowiednika?

Copyright © 2009 Elżbieta Gortat
Contents copyright © 2009 Grzegorz Gortat