Grzegorz Gortat            

Grzegorz Gortat
Agresywne kangury z Bierutem w tle

W zalewie wiadomości doprawdy niełatwo przebić się z informacją do czytelnika. Ta mało odkrywcza refleksja przyszła mi do głowy, gdy prześlizgując się wzrokiem między dwoma nagłówkami w gazecie, zastanawiałem się, od którego zacząć lekturę. Pierwszy informował z niejaką dumą: „Cudzoziemcy biegali nago po Wrocławiu”, drugi zaś donosił: „Plaga agresywnych kangurów w Australii”.

Jako osoba życzliwie nastawiona do zwierząt dałem pierwszeństwo australijskim torbaczom. Co się okazało? Wygłodzone na skutek długotrwałej suszy, kangury przypuściły szturm na pastwiska w Queensland, w walce o dostęp do zielonej trawy nie cofając się przed aktami agresji wobec wypasanych tam owiec. W sumie wiadomość zbytnio mną nie wstrząsnęła. Bądź co bądź głodne torbacze nie wyszły przed szereg – pozostały na miejscu przypisanym im w tak zwanym łańcuchu żywieniowym. Gdyby pożarły choć jedną owcę, to co innego! Wówczas historyjka być może by zasługiwała na uwagę świata.

Materiał o nagusach dowodził, że w walce o przyciągnięcie uwagi agencji informacyjnych człowiek musi postarać się bardziej niż zwierzęta. To, że trzej mężczyźni przy temperaturze minus osiemnaście stopni biegali nago w centrum wielkiego miasta mało kogo dziś obchodzi. Każdy redaktor szanującego się brukowca namyśliłby się dwa razy, zanim by wysłał na miejsce fotoreportera. Przypadku nie czyni ciekawszym i to, że cała trójka była pijana. Wszak picie to ulubiona rozrywka jednej czwartej ludzkiej populacji. Pan Mareczek zalał się kiedyś w trupa i ubrany tylko w bejsbolówkę ruszył styczniową nocą na Trakt Królewski, by sfotografować tamtejsze pomniki. I co? Nawet tak zwany pies z kulawą nogą nim się nie zainteresował. Fakt, że dla pana Mareczka picie to rzecz powszednia, bądź co bądź uprawia ten sport od trzydziestu kilku lat. Ale żeby aż tak go zignorować?

Podsumowałem naprędce przypadek wrocławskich nagusów: „pijani” plus „nagusieńcy” plus „trzaskający mróz” plus „miejsce publiczne”. Toż to wypisz wymaluj wspomniany przypadek pana Mareczka! Dlaczegóż zatem on sobie na zainteresowanie mediów nie zasłużył, a trójka z Wrocławia tak? Odpowiedź zdawała się kryć w kompleksie na tle pochodzenia: Mareczek jest autochtonem, wrocławskie nagusy zaś reprezentowały całkiem spore spektrum europejskie, pochodziły bowiem odpowiednio z Niemiec, Hiszpanii i Bułgarii.

Aż chciałoby się zawołać z wyrzutem: „Cudze chwalicie, swego nie znacie”.


P.S. Malkontentom narzekającym na upartyjnienie prasy polecam autentyczny tekst z okładki czasopisma „Dookoła Świata” z marca 1953 roku: „W oknach Domu Partii do późnej nocy jarzą się światła. W tym gmachu, pod kierunkiem wielkiego przyjaciela młodzieży, Bolesława Bieruta, trwa praca pełna myśli i troski o sprawy naszego szczęścia”.

Copyright © 2009 Elżbieta Gortat
Contents copyright © 2009 Grzegorz Gortat