Grzegorz Gortat            

Grzegorz Gortat
Podróże koleją, czyli od Joyce’a do Lenina

Jeśli nawet podróże kształcą, to wiedza w ten sposób nabyta jest okupiona niemałym stresem i wysiłkiem. Dobrym tego przykładem jest podróżowanie koleją.

Kolejowy przedział to swoisty mikrokosmos, w którym ścierają się ze sobą typy ludzkie i cechy charakteru. Na podstawie wieloletnich obserwacji doszedłem do przekonania, że pasażerów można z grubsza podzielić na trzy kategorie: piknikowicz, przywódca stada i odludek. Pole obserwacji, dodam, zawęziłem tylko do mężczyzn. Kobieta jako istota bardziej skomplikowana wymaga złożonych instrumentów poznawczych, o badaniach w terenie nie wspomnę.

Pasażer-piknikowicz to typ neurogenny i w miarę możności należy się go wystrzegać. Już na pierwszym kilometrze rozpakowuje walizki z kanapkami i napojami. Nie stroni od jajek na twardo i przyprawionych czosnkiem ogórków, lubi zagryzać kiełbasę z pęta, nie gardzi przystawkami, ciastem domowego wypieku i owocowym deserem. Konsumpcję kończy pół godziny przed stacją docelową, dając do zrozumienia, że w razie potrzeby dysponuje arsenałem wystarczającym na znacznie dłuższą trasę.

Gwoli sprawiedliwości zauważmy, że piknikowicz ma jedną istotną zaletę: mając usta wypełnione jedzeniem, rzadko się odzywa. Docenimy wagę tej zalety, jeśli trafimy na „przywódcę stada”. Ten typ pasażera wykazuje szczególnie niebezpieczny rodzaj agresji: w przedziałowym mini-stadzie poczytuje sobie za punkt honoru objęcie roli dowodzącego. To on decyduje, kiedy okno w przedziale ma być otwarte, a kiedy zamknięte. Narzuca dobór lektury do poduszki i porę gaszenia światła. Niewiele nam pomoże zdjęcie marynarki i zademonstrowanie 50-centymetrowego bicepsa. Jeśli bowiem poczuje się zagrożony, gotów bronić przywództwa w stadzie podsypując nam środek nasenny albo trutkę na szczury. Moja rada: wysiąść na najbliższej stacji.

Krańcowe przeciwieństwo powyższego stanowi pasażer-odludek. Od pierwszych minut podróży skrywa się przed współpodróżnymi za książką, gazetą czy laptopem. Często spotykanym podgatunkiem jest osobnik jak na zawołanie zapadający w sen i przesypiający całą trasę. Wbrew pozorom ten typ właśnie bywa szczególnie niebezpieczny – nierzadko tylko pozorując senność, może bowiem jedynie próbować uśpić naszą czujność. W razie najmniejszych podejrzeń radzę podjąć bezzwłocznie trud lektury Ulissesa Joyce’a. Dręczony intelektualnie mózg nie pozwoli nam zasnąć i paść łatwym łupem przyczajonego drapieżnika. Jak mawiał towarzysz Lenin, wartościowa książka jest najlepszym przyjacielem człowieka.


P.S. Swoją drogą nachodzi mnie refleksja, że Włodzimierz Iljicz, przemycony ze Szwajcarii do Rosji w zaplombowanym wagonie, o podróżowaniu koleją musiał wiedzieć niejedno. Biorąc pod uwagę późniejsze krwawe wyczyny wodza rewolucji, zastanawiam się też, w jakich to książkach Lenin upatrywał wówczas przyjaciół.

Copyright © 2009 Elżbieta Gortat
Contents copyright © 2009 Grzegorz Gortat