Grzegorz Gortat            

Grzegorz Gortat
Einstein jaki jest, każdy widzi

„Koń jaki jest, każdy widzi” – podał ksiądz Benedykt Chmielowski w pionierskiej jak na owe czasy encyklopedii, sądząc zapewne, że sprytnym wizerunkowym fortelem problem zdefiniowania konia rozwiązuje raz na zawsze. Mylił się srodze. Autor Nowych Aten już na samym wstępie zresztą wykazał się naiwnością, deklarując, że dzieło swe pisze „mądrym dla memoryału, idiotom dla nauki”. Owszem, jak świat światem ludzie dzielą się na mądrych i głupich. Naiwnością jest jednak suponować, że ci ostatni do swej głupoty gotowi sami się przyznać.

W epoce politycznej poprawności bezpieczniej jest zakładać, że mądrość i głupota „niejedno mają imię”. Nie inaczej rzecz się przedstawia, jeśli chodzi o problem oglądu rzeczonego konia. W końcu żyjemy w czasach, które jak żadne wcześniej dowodzą słuszności powiedzenia, że każdy medal ma dwie strony. Służę przykładem.

Właśnie w tych dniach w amerykańskim stanie New Hampshire przyszedł na świat źrebaczek. Oseskowi dano na imię Einstein, co już samo w sobie skazuje go na psychologiczną traumę w trudnym okresie intelektualnego dojrzewania. Ale nie samym imieniem źrebaczek się wyróżnia. Rzecz w tym, że Einstein okazał się ewenementem pod względem wagi – choć nie jest bynajmniej kucykiem, waży niespełna trzy kilogramy, z miejsca zatem został uznany za najmniejszego konia świata. Imć Benedykt Chmielowski musiałby rzeczone encyklopedyczne hasło znacznie rozwinąć.

Dziś zadanie miałby o tyle trudniejsze, że w dobie prymatu mediów i ich związków z polityką przysłowiowe „dwie strony jednego medalu” nierzadko krańcowo się różnią. Puśćmy wodze fantazji i wyobraźmy sobie, jak przypadek „końskiego Einsteina” opisałaby gazeta przyjazna Ameryce, na przykład wychodząca w Rumunii; a jak z kolei ten sam temat ująłby dziennik wydawany w kraju o nastawieniu mocno antyamerykańskim, powiedzmy, w Wenezueli. „Wyhodowanie miniaturowego źrebaka stanowi kolejny chlubny dowód supremacji amerykańskiej nauki i technologii nad resztą świata” – mogłaby obwieścić prasa bukaresztańska. Z kolei wiodący organ prasowy w słynącym z wolności słowa raju prezydenta Chaveza orzekłby z jadowitą satysfakcją: „Karłowate jankeskie źrebię to namacalny dowód skarlenia amerykańskiej nauki i ostatecznego upadku moralności w kraju, który od wieków próbuje innym narzucać swą wolę”.

Przed wielu laty furorę w telewizji robił serial – amerykański zresztą – pod polskim tytułem „Koń, który mówi”. Wielka szkoda, że fikcja choć na krótko nie może się oblec w szaty rzeczywistości. Warto by posłuchać, co mieliby nam do powiedzenia wspomniany Einstein i jego pobratymcy.


P.S. Komuniści ukraińscy zrobili zrzutkę na pomnik Stalina. Cóż, każdy ma taki „gabinet osobliwości”, na jaki sobie zasłużył.

Copyright © 2009 Elżbieta Gortat
Contents copyright © 2009 Grzegorz Gortat