Grzegorz Gortat            

Grzegorz Gortat
Osioł a kosmonautyka radziecka

Pod bezchmurnym lipcowym niebem nad Krajem Krasnodarskim obywatel Pietruchin wprawnym ruchem sięgnął po butelkę i nie bez żalu wypił trzy ostatnie łyki napoju wyskokowego rodzimej produkcji. Poczuł ożywcze palenie w przełyku i na krótko wróciła mu radość życia. Odłożył butelkę, po czym grzejąc bose stopy w piasku plaży w kurorcie Gołubickaja, zawiesił rozmarzony wzrok na lazurowym niebie.

To, co tam ujrzał, napełniło go nadzieją, że po latach eksperymentów i podróbek rosyjski przemysł spirytusowy nareszcie powraca do najlepszych wysokoprocentowych tradycji Rosji radzieckiej.

Usadowiony niespełna dziesięć metrów dalej na Wielkopaździernikowym kocyku z wyhaftowanym sierpem i młotem, towarzysz Bielewin, emerytowany pracownik służb mundurowych, powierzał swe blade członki krasnodarskiemu słońcu, myśli kierując ku gromadce grających w piłkę dziewcząt. Od niedawna wyposażony w europejski światopogląd oraz amerykańską lornetkę „Made in China”, omiatał tęsknym wzrokiem dziewczęce wysportowane ciała w bikini.

Raptem, nie odrywając lornetki od oczu, za przykładem młodych sporstmenek wzrok skierował ku górze – i serce zabiło mu jak za młodzieńczych lat. Obiekt sunący po niebie nad Morzem Azowskim dowodził, że kosmonautyka radziecka, okupiona trupami Gagarina i Łajki, właśnie odnotowała kolejny sukces.

Podniosły nastrój zepsuła gromada rozwrzeszczanych przedszkolaków. Nie bacząc na powagę chwili, wystawiając jak najgorsze świadectwo zapatrzonym na kosmopolityczne wzorce rodzicom i pedagogom, jęły wywrzaskiwać:

- Osioł! Osioł na niebie!

Jeszcze przez chwilę obywatel Pietruchin, towarzysz Bielewin oraz dziesiątki równie patriotycznie nastawionych plażowiczów łudziło się, że osioł latający nad kurortem Gołubickaja jest widomą egzemplifikacją przewagi rosyjskiej myśli technicznej nad przyziemnie pragmatycznym Zachodem. Nadzieje prysły, kiedy za utrzymującym zwierzę spadochronem rozwinął się banner rosyjskiej firmy reklamującej dekadenckie sporty spadochroniarskie rodem z Zachodu.


P.S. Opisana historia jest, niestety, prawdziwa. Rzeczony osioł, na potrzeby reklamy wleczony na spadochronie nad Morzem Azowskim, okazał się zwierzęciem mało lotnym i ostatecznie wpadł do morza. W tłumie rozbawionych plażowiczów nikomu nie przyszło do głowy, by losem osła zainteresować obrońców praw zwierząt, a przypadek firmy zgłosić milicji. Można by zasadnie zapytać, kto w tym towarzystwie okazał się prawdziwym osłem?

Copyright © 2009 Elżbieta Gortat
Contents copyright © 2009 Grzegorz Gortat