Grzegorz Gortat            

Grzegorz Gortat
Przed użyciem zapoznaj się

Szanuję słowo mówione i pisane, przez lata całe brałem więc za dobrą monetę płynące z ekranu telewizora zapewnienia o zbawiennym oddziaływaniu i niepowtarzalnej jakości środków piorących, tabletek przeciw bólowi głowy czy mikstur gwarantujących dobre samopoczucie, zdrowy sen i trzeźwy ogląd świata. Prostolinijnej wiary piszącego te słowa nie zachwiał nawet producent ciasteczek, które w swoim czasie jąłem sukcesywnie nabywać skuszony reklamą, że co trzecie opakowanie tychże zawiera również gotówkę; po kilkudziesięciu próbach zrezygnowałem, w duchu porażki odnotowując smutny fakt, że jedynym ponadplanowym znaleziskiem był fragment piły tarczowej i przeterminowany bilet do filharmonii.

Czarę goryczy przyszło mi wychylić w pewien zimowy dzień, kiedy to złożony gardłową niedyspozycją ufnie zażyłem reklamowany w porze największej oglądalności medykament, którego producent gwarantował pożądane działanie w przeciągu godziny. Skończyło się tym, że do kataru i bólu gardła dołączył stokroć gorszy... katar żołądka. Przykuty do łóżka – i telewizora – czasu miałem aż nadto, by zrozumieć, na czym polegał mój błąd. Naiwność, pojąłem, brała się z niewłaściwego odczytania zamiarów firm farmaceutycznych, producentów ciasteczek, środków na komary czy proszków nasennych. Cała rzecz, dotarło do mnie poniewczasie, jest niczym innym jak formą zabawy, okiem puszczonym do ewentualnego nabywcy. Nikt od nas nie oczekuje, byśmy brali na wskroś poważnie litanię zachwalających dany środek zaklęć, skoro towarzyszy im nieodmiennie zastrzeżenie: „Przed użyciem zapoznaj się z treścią ulotki dołączonej do opakowania bądź skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą, gdyż każdy lek niewłaściwie stosowany zagraża twojemu życiu lub zdrowiu”.

Od tej pory na telewizyjne reklamy patrzę okiem eksperta. Oto gdy na przykład pani o nader pociągającej aparycji przekonuje na własnym przykładzie, że po zażyciu leku „X” ból głowy mija jak ręką odjął, ja, w lot chwytając żart, komentuję: „Dobra, dobra! «Przed użyciem zapoznaj się z treścią ulotki...»”. Albo też miast głowić się bezowocnie nad filantropią banku, który gwarantuje 6-procentowy zysk, podczas gdy inne banki oferują mizerne cztery procent, kwituję z miną wtajemniczonego: „Przed użyciem zapoznaj się...”.

Choć ostatnio coraz częściej łapię się na myśli, że dobrze by było, gdyby konsument z owego „użycia” najzwyczajniej w świecie zrezygnował...

Może zasadę „Przed użyciem zapoznaj się...” warto również odnieść do serwowanych nam zewsząd ideologicznych haseł, pseudoporad, sloganów i prawd objawionych, które bezkrytycznie łykamy jako własne?


P.S. Występują też na pozór bardziej subtelne formy reklamy. Dowiadujesz się oto, telewidzu, że „Dobranockę” oglądasz dzięki wytwórcy kisielu, na „Wiadomości Sportowe” zaprosił cię producent wody mineralnej, a sponsorem „Prognozy Pogody” jest sieć telefonii komórkowej. Tylko patrzeć, jak przed kolejnymi derbami stolicy kibice usłyszą: „Sponsorem transmisji meczu Legia Warszawa-Polonia Warszawa jest Komenda Główna Policji”.

Copyright © 2009 Elżbieta Gortat
Contents copyright © 2009 Grzegorz Gortat