Grzegorz Gortat            

Grzegorz Gortat
Zgubny nałóg czytania

Była dopiero siódma wieczorem, a przeczytałem już wszystko od deski do deski. Zaczynałem czuć tę charakterystyczną suchość w gardle. Myśli w głowie tłukły się jak karpie w wannie. Wiecie, co próbuję powiedzieć.

Wyjrzałem przez okno na ulicę. Siąpił deszcz. Wcisnąłem się w płaszcz i wyszedłem. Zmęczony księżyc odbijał się w kałużach. Podniosłem kołnierz płaszcza i zacząłem się zastanawiać. O tej porze na księgarnie nie miałem co liczyć. Pozostawały tylko pokątne speluny, o każdej porze dnia i nocy oferujące szeroki wybór tytułów. Wziąłem kurs na najbliższą i osiem minut później zadzwoniłem umownym sygnałem do drzwi od podwórza.

Wykidajło miał dużą głowę, duże ręce i sporo szram na gębie. Górował nade mną wzrostem. Miałem do wyboru: nauczyć go pięścią respektu albo przekupić. Wybrałem to drugie. Wpuścił mnie do środka. Pięciu klientów, sami mężczyźni. Patrzyli na mnie spode łba. Wypiąłem klatkę piersiową i podszedłem do sprzedawcy za ladą. Ujrzawszy moje trzęsące się ręce, bez słowa położył przede mną gruby tom. Jednym haustem połknąłem cztery pierwsze strony. Fala gorąca uderzyła mi do głowy i spłynęła do żołądka. Życie znowu stawało się piękne.

- Trzy razy to samo – wycharczałem. – I coś lekkiego na dokładkę.

Ściągnął z półki kolejne tomiszcza i dołożył do pierwszego. Następnie wyjął spod lady książkę oprawną w imitację czerwonej skóry. Przekartkowałem. Sympatyczna francuska błahostka: miłość, śmierć i pogoń za seksem w różnych konfiguracjach numeryczno-kolorystycznych. W sam raz na miłe dwie godzinki w sobotni wieczór. Zapłaciłem i już miałem wychodzić, kiedy zjawił się nowy klient.

Kobieta. Któryś z moich zmysłów podpowiedział, że zanosi się na kłopoty.

Podeszła do mnie i, ocierając się mokrym ortalionem o mój znoszony prochowiec, syknęła:

- Kochaniutki, fundnij mi coś z klasyki.

- Nie mam kasy. – Przełknąłem głośno ślinę. Była na głodzie.

- Choć jedną marną książczynę. Proszę! Niechby nawet była współczesna proza...

- Jestem spłukany.

Oczy jak dwie pijawki przyssały się do mnie. Widziałem, jak poruszając sinymi wargami połyka litery z metki na kołnierzu mojego prochowca.

– Bądź mężczyzną! Od trzech dni nie czytałam!

Na miękkich nogach wytoczyłem się na mokry od deszczu chodnik, zostawiając jej na wyłączność świeżo nabyte tomy klasyki i francuską powiastkę na popitkę. Zapuściłem się do śmietnika na tyłach sklepu z elektroniką. Ponoć niektóre instrukcje obsługi sprzętu RTV liczą nawet sto stron.


P.S. Panów zainteresowanych członkostwem we właśnie powstającej Męskiej Partii Odrodzenia (MPO) zapraszam na spotkanie organizacyjne. Możliwości awansu wewnątrzpartyjnego ograniczone wysokością wpisowego.

Copyright © 2009 Elżbieta Gortat
Contents copyright © 2009 Grzegorz Gortat