Grzegorz Gortat            

Grzegorz Gortat
Miłość skraca życie

Janusz S., lat czterdzieści siedem i pół, poza niespłaconymi długami zostawił po sobie zranione serce, pożegnalny list i sznur do bielizny – ostatniego towarzysza jego ziemskiej tułaczki. Długi umorzono, sznur trafił do prokuratury, ja zaś za skromne pięćdziesiąt złotych zdołałem nabyć (transakcja bez świadków!) kopię pożegnalnego listu. Chciałem się dowiedzieć, kto zadał śmiertelną ranę mężczyźnie, który od dwudziestu lat dzień w dzień bezpiecznie konsumował trzy czwarte litra alkoholu bez zakąszania. Chociaż tyle, uznałem, winienem przyjacielowi ze szkolnej ławy.

Pożegnalny list Janusza S. zawierał te oto słowa:

Miłości nie ma, wiem, co mówię. Za równowartość jednej wody brzozowej nabyłem gazetę codzienną anonsującą na pierwszej stronie dodatek „Jak uwieść kobietę”. Los, pomyślałem, wreszcie się do mnie uśmiechnął. Przeczytałem: „Podrywanie kobiet to sztuka wymagająca pewności siebie oraz zrozumienia potrzeb płci pięknej. Podczas trzydniowych warsztatów poznasz tajniki mowy ciała oraz nauczysz się, jak w minutę nawiązać kontakt z kobietą. Koszt kursu z możliwością całodobowych konsultacji to jedyne 1400 złotych. Sukces gwarantowany”.
Pod zastaw kawalerki pożyczyłem z banku dwa tysiące złotych – i w pięć minut zostałem kursantem. Po trzech dniach umiałem na trzeźwo rozmawiać z kobietami, czesałem się z przedziałkiem i potrafiłem dopasować ubranie do figury. Moja wiara w siebie wzrosła dziesięciokrotnie. Czekał mnie jeszcze tylko egzamin praktyczny w jednym z nocnych klubów Warszawy.
Ze świeżo nabytą wprawą wypatrzyłem długonogą brunetkę. Siedziała sama w rogu sali, paliła papierosa za papierosem, wykazywała dziewiczą nieśmiałość wobec mężczyzn tudzież awersję do bielizny. Podszedłem. W trzydzieści sekund nawiązałem znajomość („Alina B., dla przyjaciół Lena”), po pięciu minutach piliśmy drugiego drinka, trzy godziny później wycierałem jej plecy i resztę anatomicznych przyległości własnym ręcznikiem. „Jak mnie nazwałeś? «Mój Największy Skarb»? Boże, jakie to romantyczne!” – powtarzała Alina B. raz po raz, kiedy po wspólnej kąpieli jedliśmy śniadanie. „Mój Największy Skarb” zażyczył sobie mieć rzeczoną miłosną deklarację czarno na białym, sygnowaną imieniem i nazwiskiem. Podpisałem.
O Alinie B. usłyszałem ponownie trzy miesiące później: była naturalną blondynką, nosiła służbową bieliznę oraz służbowy pistolet. Pracowała w policji skarbowej. Dostałem wezwanie do zapłacenia podatku od wzbogacenia się i karę za ukrywanie dochodów przed fiskusem.
Żegnaj, kawalerko, żegnaj, poezjo! Odchodzę do lepszego świata”.

Zapłakałem nad losem przyjaciela. Wypiwszy za jego powodzenie na tamtym świecie, postanowiłem podjąć empiryczne badania nad destruktywnym wpływem miłości na życie mężczyzny. Przykład Janusza S. wszak dowodzi, że to nie alkohol skraca życie.

Copyright © 2009 Elżbieta Gortat
Contents copyright © 2009 Grzegorz Gortat