Grzegorz Gortat            

Grzegorz Gortat
Norniki, Joyce i męskie libido

Wybrałem się na bałtycką plażę z gazetą i dziewiczym egzemplarzem Ulissesa Joyce’a. Uznawszy, że skoro Joyce czekał na mnie piętnaście lat, to może poczekać jeszcze pół godziny, ukryłem irlandzkiego klasyka pod kocem, sam zagłębiłem się w lekturę gazety. Zerkając raz po raz na wystawione do słońca, symbolicznie okryte kobiece ciała, przeczytałem, że jako mężczyzna zdradę mam we krwi. Pod tym względem statystyka i biologia są moim sprzymierzeńcem. Zaledwie pięć procent gatunków ssaków przestrzega zasad monogamii. Dziewięćdziesiąt pięć procent samców preferuje zmienność.

Wszystko wyłożone czarno na białym. Podwzgórze produkuje wazopresynę, jeden z wielu hormonów, który samcom nornikom z gatunku Microtus ochrogaster każe przez całe mysie życie być wiernym jednej partnerce. Inne gatunki norników cierpią na deficyt wazopresyny i wierność nie jest ich mocną stroną.

Czy takiego nornika ktoś pytał, ile sobie życzy wydzielać wazopresyny? Ktoś inny za niego zadecydował, więc nie on ponosi odpowiedzialność za wynikające z biologii następstwa. Fizjologicznie, fizycznie i chemicznie jestem ciut bardziej złożony od nornika Microtus ochrogaster. Ale i w moim przypadku poziom wazopresyny został z góry zaprogramowany. Moje zadanie sprowadzono jedynie do ratowania własnego gatunku przed zagładą.

Kobiece ciała w toplessie na tle fal Bałtyku zdawały się wysyłać mi sygnał: zawierzono ci pulę genów, nie przekazać ich dalej w świat to grzech śmiertelny!

Kobiety naprawdę oszczędzają na materiale na stroje kąpielowe. Czułem się jak waleń wyrzucony na plażę. Nie moja wina, że na studiach wtłaczano mi do głowy głównie filozofię marksistowską. Nadmiar nieprzydatnej teorii, zero praktyki. Słońce prażyło. Norniki podnosiły głowy. Biusty i pośladki kłuły w oczy. Moje podwzgórze, posłuszne libido, na potęgę redukowało produkcję wazopresyny.

Ostatnim wysiłkiem woli oderwałem się od lektury. Z gazety zrobiłem papierowy kapelusz, osłoniłem nim głowę i, wspomagany piwem rasy „żubr”, rzuciłem się w objęcia Joyce’a. Ze słowa na słowo świat stawał się coraz bardziej przyjazny, uporządkowany i logiczny.


P.S. Wielbicieli twórczości Jamesa Joyce’a zapraszam na połączony z dyskusją wykład „Z Joyce’em po piwiarniach warszawskiej Pragi”. W trosce o naukowy charakter dyskusji uprasza się o ograniczenie zakąsek do niezbędnego minimum.

Copyright © 2009 Elżbieta Gortat
Contents copyright © 2009 Grzegorz Gortat